Pisałam o tym, że nie zawsze okoliczności się zmieniają,
że czasem to my się zmieniamy.
Z drugiej strony, czasem możemy za bardzo przyzwyczaić się do marnych okoliczności
i stracić nadzieję na zamianę.
Czyli po prostu przestajemy wierzyć, że Bóg coś zrobi, że ma dla nas coś lepszego,
nasze oczekiwania stają się mizerne, może na początku użalamy się nad sobą,
a potem to i nawet to przestajemy robić...
Mam taką jedną koleżankę, spotykam się z nią dość rzadko,
ale mimo to jest między nami jakaś szczególna więź.
Przyznam szczerze, że gdy tak sobie wcisnę tą miernotę,
to boję się z nią spotkać,
bo jej sposób pojmowania Boga,
jej wiara jest dla mnie zawsze wyzwaniem.
Może niektórzy nie do końca rozumieją jej sposób pojmowania Boga,
ja tam uważam, że jej podejście jest niesamowite.
Jestem wdzięczna Bogu, że postawił ją na mojej drodze,
choć różnimy się dość mocno od siebie,
ona pokazuje mi, że warto marzyć,
że warto mieć wielkie wizje,
że nie warto się poddawać.
Jakaś cześć mnie wolałaby nie mieć takich wyzwań,
ale wiem, że to budzi mnie do życia,
do celów, planów, do tego, co przygotował dla mnie Bóg.
Dziękuję J. :)
niedziela, 9 czerwca 2013
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Okoliczności nie zawsze się zmieniają, czasem to my musimy się zmienić.
Chwilami mam wrażenie, że dzieje się sporo,
innym razem, że wszystko stoi w miejscu,
a raczej ja stoję w miejscu.
U ludzi w około mnie zmieniają się sytuacje życiowe,
miejsca zamieszkania,
Ci, którzy od lat byli moimi "sąsiadami", przeprowadzają się w krótkim czasie hen daleko do innego kraju.
A jak wyglądam zmian i wciąż ich nie widzę.
A może niektórych już przestałam wyglądać?
Może to jest rzeczywiście tak, że niektóre dziedziny naszego życia się nie zmienią,
ale zmienimy się my, oby na dobre...
Kiedyś rozmawiałam z koleżanką a propos pewnego słowa.
Dla mnie było jasne jak słońce, że zmienią się okoliczności, nie ja.
Nie rozumiałam totalnie, gdy mówiono mi, że to, co się zmieni, to niekoniecznie muszą być okoliczności.
Powoli zaczyna do mnie docierać, że czasem przez okoliczności Bóg zmienia nas,
że czasem mówi nam o zmianach i to wcale nie oznacza zmiany okoliczności.
Ok, pewne rzeczy się zmienią.
Ale może niektóre na gorsze,
a inne może nie zmienią się wcale.
Ale jeśli się poddamy Bogu,
"trudne okoliczności" itp. przestaną nam przeszkadzać.
Nie każdy się zgodzi ze mną,
jest tyle teorii,
tyle mądrych głów...
Nie piszę ostatnio, bo sama się w tym wszystkim gubię.
Tak wiele nie rozumiem z tego, o co Bogu chodzi,
co On robi w moim życiu.
Mam nadzieję, że w miarę wychodzi mi współpraca z Nim.
On współdziała we wszystkim ku dobremu z tym, którzy Go miłują.
Co wcale nie oznacza, że wszystko obróci w dobro,
a już niekoniecznie dobro wg naszej definicji.
Powoli zaczynam ogarniać o co chodzi w tym,
że wcale nie musi być lekko na drodze z Bogiem,
że może nigdy nie będzie.
Uczę się patrzeć na Niego.
Nie chcę już skupiać się na tym, czego nie mam,
na tym, co jest nie tak jak sobie wyobrażałam.
Może czasem lepiej nie pytasz, czemu na to pozwalasz,
czemu nie dałeś mi tego i owego.
Nie zawsze ma to najlepsze skutki,
widzę to ostatnio po sobie.
Nie wszystkie zmiany, które obserwuję ostatnio w sobie, zmierzają w dobrym kierunku.
Trudne okoliczności sprawiają, że albo stajemy się coraz mięksi,
coraz bardziej ufający Bogu, coraz radośniejszy albo twardzi i zgorzkniali.
Nie chciałabym skończyć w tej drugiej kategorii.
Dlatego modlę się,
daj mi serce pełne wdzięczności,
oczy, które zawsze patrzą ku Tobie,
chce radować się w Tobie niezależnie od okoliczności.
Nie chcę narzekać, chcę ufać.
Chcę czekać, aż pewnego dnia powstaniesz w moim życiu,
przemienisz to, co uznasz za stosowne,
a pozostałe kwestie przemienią mnie,
chcę być bardziej podobna do Ciebie.
A tak ze spraw bardzo przyziemnych,
postanowiłam zakończyć karierę złotowłosej blondynki
i wrócić do mniej-więcej mojego odgórnie zaprojektowanego kolorku :)
(aktualnego zdjęcia brak :) )
innym razem, że wszystko stoi w miejscu,
a raczej ja stoję w miejscu.
U ludzi w około mnie zmieniają się sytuacje życiowe,
miejsca zamieszkania,
Ci, którzy od lat byli moimi "sąsiadami", przeprowadzają się w krótkim czasie hen daleko do innego kraju.
A jak wyglądam zmian i wciąż ich nie widzę.
A może niektórych już przestałam wyglądać?
Może to jest rzeczywiście tak, że niektóre dziedziny naszego życia się nie zmienią,
ale zmienimy się my, oby na dobre...
Kiedyś rozmawiałam z koleżanką a propos pewnego słowa.
Dla mnie było jasne jak słońce, że zmienią się okoliczności, nie ja.
Nie rozumiałam totalnie, gdy mówiono mi, że to, co się zmieni, to niekoniecznie muszą być okoliczności.
Powoli zaczyna do mnie docierać, że czasem przez okoliczności Bóg zmienia nas,
że czasem mówi nam o zmianach i to wcale nie oznacza zmiany okoliczności.
Ok, pewne rzeczy się zmienią.
Ale może niektóre na gorsze,
a inne może nie zmienią się wcale.
Ale jeśli się poddamy Bogu,
"trudne okoliczności" itp. przestaną nam przeszkadzać.
Nie każdy się zgodzi ze mną,
jest tyle teorii,
tyle mądrych głów...
Nie piszę ostatnio, bo sama się w tym wszystkim gubię.
Tak wiele nie rozumiem z tego, o co Bogu chodzi,
co On robi w moim życiu.
Mam nadzieję, że w miarę wychodzi mi współpraca z Nim.
On współdziała we wszystkim ku dobremu z tym, którzy Go miłują.
Co wcale nie oznacza, że wszystko obróci w dobro,
a już niekoniecznie dobro wg naszej definicji.
Powoli zaczynam ogarniać o co chodzi w tym,
że wcale nie musi być lekko na drodze z Bogiem,
że może nigdy nie będzie.
Uczę się patrzeć na Niego.
Nie chcę już skupiać się na tym, czego nie mam,
na tym, co jest nie tak jak sobie wyobrażałam.
Może czasem lepiej nie pytasz, czemu na to pozwalasz,
czemu nie dałeś mi tego i owego.
Nie zawsze ma to najlepsze skutki,
widzę to ostatnio po sobie.
Nie wszystkie zmiany, które obserwuję ostatnio w sobie, zmierzają w dobrym kierunku.
Trudne okoliczności sprawiają, że albo stajemy się coraz mięksi,
coraz bardziej ufający Bogu, coraz radośniejszy albo twardzi i zgorzkniali.
Nie chciałabym skończyć w tej drugiej kategorii.
Dlatego modlę się,
daj mi serce pełne wdzięczności,
oczy, które zawsze patrzą ku Tobie,
chce radować się w Tobie niezależnie od okoliczności.
Nie chcę narzekać, chcę ufać.
Chcę czekać, aż pewnego dnia powstaniesz w moim życiu,
przemienisz to, co uznasz za stosowne,
a pozostałe kwestie przemienią mnie,
chcę być bardziej podobna do Ciebie.
A tak ze spraw bardzo przyziemnych,
postanowiłam zakończyć karierę złotowłosej blondynki
i wrócić do mniej-więcej mojego odgórnie zaprojektowanego kolorku :)
(aktualnego zdjęcia brak :) )
piątek, 17 maja 2013
Pokonać własne ograniczenia... w myśleniu
Pamiętam moje pierwsze zajęcia z przedmiotu o nazwie "praktyki w gimnazjum".
Co prawda, była to tylko obserwacja lekcji, ale wyszliśmy przerażeni.
Na dodatek okazało się, że tydzień później prowadzę w duecie z koleżanką lekcję...
Czułam, że mnie to totalnie przerasta.
Byłam tak przerażona, że po przyjściu do domu się rozpłakałam i oznajmiłam, że chyba rzucę te studia.
Jak ja z moi charakterem mam temu podołać?!
Poszłam pobiegać, trochę się uspokoiłam.
Potem prowadziłam jeszcze dwie lekcje w duecie.
A dziś nadszedł ten wielki dzień, kiedy to miałam stanąć oko w oko z gimnazjalistami SAMA!!!
Nie było idealnie, połowa klasy miała w głębokim poważaniu moje wysiłki.
Ale jak ktoś ma lenia i nie chce się uczyć, prawie nie da się do zmusić.
Można go motywować itd., ale czasem stajesz na rzęsach i nic...
Dla mnie najważniejsze jest to, że dałam radę i wcale nie było strasznie.
Nie czułam się źle, nie bałam się.
Wiadomo, można poprawić kilka rzeczy, ale zrobiłam to!!!
Kolejny raz mogę zobaczyć, jak wiele ograniczeń jest w naszej głowie.
Jak wiele z nich to kłamstwa diabelskie, służące do tego, by nas zatrzymać, stłamsić.
Dziś mogę się uśmiechać, bo z Bogiem pokonałam mojego Goliata :)
Co prawda, była to tylko obserwacja lekcji, ale wyszliśmy przerażeni.
Na dodatek okazało się, że tydzień później prowadzę w duecie z koleżanką lekcję...
Czułam, że mnie to totalnie przerasta.
Byłam tak przerażona, że po przyjściu do domu się rozpłakałam i oznajmiłam, że chyba rzucę te studia.
Jak ja z moi charakterem mam temu podołać?!
Poszłam pobiegać, trochę się uspokoiłam.
Potem prowadziłam jeszcze dwie lekcje w duecie.
A dziś nadszedł ten wielki dzień, kiedy to miałam stanąć oko w oko z gimnazjalistami SAMA!!!
Nie było idealnie, połowa klasy miała w głębokim poważaniu moje wysiłki.
Ale jak ktoś ma lenia i nie chce się uczyć, prawie nie da się do zmusić.
Można go motywować itd., ale czasem stajesz na rzęsach i nic...
Dla mnie najważniejsze jest to, że dałam radę i wcale nie było strasznie.
Nie czułam się źle, nie bałam się.
Wiadomo, można poprawić kilka rzeczy, ale zrobiłam to!!!
Kolejny raz mogę zobaczyć, jak wiele ograniczeń jest w naszej głowie.
Jak wiele z nich to kłamstwa diabelskie, służące do tego, by nas zatrzymać, stłamsić.
Dziś mogę się uśmiechać, bo z Bogiem pokonałam mojego Goliata :)
niedziela, 28 kwietnia 2013
Koncert NLM we Wrocławiu!!!
http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,and-8222;zakazana-kapelaand-8221;-wystapi-na-wyspie-slodowej,wia5-3267-15850.html ![]() | ||
Zachęcam wszystkich, zwłaszcza młodych, by zaprosili na ten koncert swoich znajomych.
Jak ktoś jest ciekawy, co to za zespół, można poszperać w sieci.
Jakieś półtora roku temu byłam na spotkaniu m.in. z Davidem Piercem,
czytałam kiedyś jego dwie książki,
inspiruje, rzuca wyzwanie, konfrontuje,
głosi żywego Jezusa Chrystusa, bez kompromisów.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Zatańczyliśmy- Jezus zmartwychstał!!!
A tak to dziś wyglądało...
Mimo chłodu i zimowej pogody zatańczyliśmy na chwałę Jezusa Chrystusa!!!
3 razy tańcem ogłosiliśmy na wrocławskim rynku Jego Zmartwychwstanie!!!
http://www.wroclaw.gosc.pl/doc/1506909.Zatanczyli-Zmartwychwstalemu
Mimo chłodu i zimowej pogody zatańczyliśmy na chwałę Jezusa Chrystusa!!!
3 razy tańcem ogłosiliśmy na wrocławskim rynku Jego Zmartwychwstanie!!!
http://www.wroclaw.gosc.pl/doc/1506909.Zatanczyli-Zmartwychwstalemu
sobota, 30 marca 2013
Modlitwy parkowo-biegowe :)
Każda prosta, zwykła rzecz,
codzienna czynność może stać się przygodą z Nim.
Trzeba tylko zdobyć się na odrobinę odwagi.
Nigdy nie mów, że coś jest zbyt prozaiczną i przyziemną czynnością,
by On nie mógł być prze tym,
jeśli zechcesz, jeśli Mu pozwolisz,
On może użyć wszystkiego, by mówić do Ciebie,
również wtedy, gdy się tego nie spodziewasz :)
Dziś wychodziłam biegać i tak sobie westchnęłam,
że jakieś suche to moje chrześcijaństwo,
takie święta, a ja nie potrafię jakoś tego głębiej przeżyć.
Znudzona i zmęczona jestem komercją,
i wiem, że nie o to w tym chodzi,
no ale...
A tu miałam niespodziankę w parku :)
Tak sobie biegnę i nagle zatrzymała mnie jakaś Pani,
z pytaniem, czy tam dalej jest bardzo mokro,
porozmawiałyśmy przez mgnienie oka,
Pani westchnęła, że w takim razie nie będzie pchać się w to bagnisko,
a o jego rozmiarze dobitnie mówiły moje ubłocone buty...
Po czym ona poszła w swoją stronę, a ja pobiegłam w swoją....
No i tak ubiegłam kawałeczek i myślę, ale ja jestem!!!
Przecież mogłam spytać tą Panią,
czy przypadkiem nie chce, by się o nią pomodlić.
Jezus Chrystus zmartwychwstał,
żyje i uzdrawia,
tu i teraz,
no i o tym są te Święta?!?!?!
Helołł!!!!
No ale nie chciałam się wracać,
poza tym tłumaczyłam sobie, czemu to nie był do końca dobry pomysł,
jednocześnie powiedziałam Bogu:
"Ok, jeśli spotkam jeszcze tą Panią w parku zagadam do niej."
Oczywiście za kilka chwil ujrzałam ją w oddali,
jak powoli zmierza w moją stronę,
uśmiechnęłam się i powiedziałam- ok.
Pani bardzo ochoczo zgodziła się, by się pomodlić i to RAZEM :)
Okazała się bardzo "kumata" w tych sprawach,
w sensie wierząca praktykująca, jak to się mówi.
Dodatkowo Bóg użył jej, by zachęcić mnie w pewnej kwestii,
w jakiej wzdychałam od pewnego czasu do Niego,
potwierdził, co już kiedyś powiedział i w ogóle :)
Po czym stanęłyśmy sobie na środku parkowej ścieżki,
ja tzw. wolna chrześcijanka, ona katoliczka,
położyłam na nią rękę,
ona złapała mnie za drugą.
Mogłyśmy skupić się na Tym, który nas łączy,
nie na tym, co nas dzieli.
Były modlitwy prosto z serca,
dotykające do głębi,
były łzy wzruszenia,
był pokój,
była radość.
Wiem, że to nie był przypadek,
ja doskonale wiem, to to wszystko tak poukładał.
I bardzo jestem Ci Tato za to wdzięczna,
naprawdę bardzo miła niespodzianka.
Tylko tak się ostatnio zastanawiam,
czemu muszą być te podziały,
na katolików i tych dziwnych.
Tydzień temu i dziś w Wysokich Obcasach ukazały się ciekawe artykuły,
poglądy w większości punktów jak moje.
Czy muszą się nazywać "katolickie"?
Przecież jesteśmy chrześcijanami,
i oni i my.
Przecież w tym wszystkim chodzi o Chrystusa!
Jednocześnie całe moje serce się raduje,
że moi bracia i siostry, choć niby z innego kościoła,
maja odwagę i mówią otwarcie o swoich poglądach,
o tym w Kogo i jak wierzą,
mówią, choć to takie niemodne, przestarzałe itd.
Tak trzymać!!!
Błogosławię Was w imieniu NASZEGO Pana Jezusa Chrystusa :)
Dajcie się Mu zaskoczyć w te święta.
Ja czekam na kolejny odcinek moich parkowo-biegowych modlitw :)
Ten był drugi, o pierwszym chyba kiedyś pisałam.
codzienna czynność może stać się przygodą z Nim.
Trzeba tylko zdobyć się na odrobinę odwagi.
Nigdy nie mów, że coś jest zbyt prozaiczną i przyziemną czynnością,
by On nie mógł być prze tym,
jeśli zechcesz, jeśli Mu pozwolisz,
On może użyć wszystkiego, by mówić do Ciebie,
również wtedy, gdy się tego nie spodziewasz :)
Dziś wychodziłam biegać i tak sobie westchnęłam,
że jakieś suche to moje chrześcijaństwo,
takie święta, a ja nie potrafię jakoś tego głębiej przeżyć.
Znudzona i zmęczona jestem komercją,
i wiem, że nie o to w tym chodzi,
no ale...
A tu miałam niespodziankę w parku :)
Tak sobie biegnę i nagle zatrzymała mnie jakaś Pani,
z pytaniem, czy tam dalej jest bardzo mokro,
porozmawiałyśmy przez mgnienie oka,
Pani westchnęła, że w takim razie nie będzie pchać się w to bagnisko,
a o jego rozmiarze dobitnie mówiły moje ubłocone buty...
Po czym ona poszła w swoją stronę, a ja pobiegłam w swoją....
No i tak ubiegłam kawałeczek i myślę, ale ja jestem!!!
Przecież mogłam spytać tą Panią,
czy przypadkiem nie chce, by się o nią pomodlić.
Jezus Chrystus zmartwychwstał,
żyje i uzdrawia,
tu i teraz,
no i o tym są te Święta?!?!?!
Helołł!!!!
No ale nie chciałam się wracać,
poza tym tłumaczyłam sobie, czemu to nie był do końca dobry pomysł,
jednocześnie powiedziałam Bogu:
"Ok, jeśli spotkam jeszcze tą Panią w parku zagadam do niej."
Oczywiście za kilka chwil ujrzałam ją w oddali,
jak powoli zmierza w moją stronę,
uśmiechnęłam się i powiedziałam- ok.
Pani bardzo ochoczo zgodziła się, by się pomodlić i to RAZEM :)
Okazała się bardzo "kumata" w tych sprawach,
w sensie wierząca praktykująca, jak to się mówi.
Dodatkowo Bóg użył jej, by zachęcić mnie w pewnej kwestii,
w jakiej wzdychałam od pewnego czasu do Niego,
potwierdził, co już kiedyś powiedział i w ogóle :)
Po czym stanęłyśmy sobie na środku parkowej ścieżki,
ja tzw. wolna chrześcijanka, ona katoliczka,
położyłam na nią rękę,
ona złapała mnie za drugą.
Mogłyśmy skupić się na Tym, który nas łączy,
nie na tym, co nas dzieli.
Były modlitwy prosto z serca,
dotykające do głębi,
były łzy wzruszenia,
był pokój,
była radość.
Wiem, że to nie był przypadek,
ja doskonale wiem, to to wszystko tak poukładał.
I bardzo jestem Ci Tato za to wdzięczna,
naprawdę bardzo miła niespodzianka.
Tylko tak się ostatnio zastanawiam,
czemu muszą być te podziały,
na katolików i tych dziwnych.
Tydzień temu i dziś w Wysokich Obcasach ukazały się ciekawe artykuły,
poglądy w większości punktów jak moje.
Czy muszą się nazywać "katolickie"?
Przecież jesteśmy chrześcijanami,
i oni i my.
Przecież w tym wszystkim chodzi o Chrystusa!
Jednocześnie całe moje serce się raduje,
że moi bracia i siostry, choć niby z innego kościoła,
maja odwagę i mówią otwarcie o swoich poglądach,
o tym w Kogo i jak wierzą,
mówią, choć to takie niemodne, przestarzałe itd.
Tak trzymać!!!
Błogosławię Was w imieniu NASZEGO Pana Jezusa Chrystusa :)
Dajcie się Mu zaskoczyć w te święta.
Ja czekam na kolejny odcinek moich parkowo-biegowych modlitw :)
Ten był drugi, o pierwszym chyba kiedyś pisałam.
niedziela, 10 marca 2013
Taniec Wielkanocny 2013- próby ruszyły :)
Dziś zaczęły się próby do tegorocznego Tańca Wielkanocnego.
Polska wersja piosenki na ukończeniu.
Mała zmiana, tańczymy jednak na Rynku.
Poniżej mail informacyjny od Wrocławskiego Forum Kobiet.
"Witajcie,
Rozpoczęliśmy próby do Tańca Wielkanocnego. Zapraszamy do udziału.
Mamy dla was dwie wiadomości: jedną fantastyczną, a drugą - mamy nadzieję, że tak samo jak my uznacie za równie dobrą.
1. Tłumaczenie piosenki i nagrywanie polskiego tekstu jest już na ukończeniu. Wiele osób się tutaj zaangażowało:
- angielski tekst, przełożony na język polski przez Andrzeja Krupińskiego przy współpracy z: MateO, Piotr Nazaruk i Piotr Płecha
- partie męskie - Piotr Płecha
- partie kobiece - Emilia Nazaruk - jednak z solistek TGD
- partie chórków - MateO i Natalia Niemen oraz ich dzieci
- partie rapu - MC Kola i Yuro (raperzy z Royal Rap i TGD)
- głos mówiony - Waldemar Kasperczak - lektor z Głosu Ewangelii
- nad całością, czyli miksem i masteringiem całej piosenki czuwa Piotr Płecha
2. Zatańczymy na Wrocławskim Rynku w poniedziałek wielkanocny 1 kwietnia 2013 o godz. 15.00, a nie na Dworcu PKP - przepraszamy tych, którzy czuję się zawiedzeni.
Jeśli tańczyłeś z nami w 2011 roku ten taniec to potrzebujemy cię w tym roku - zapraszamy cię serdecznie.
Szczegóły na stronie www.wroclawskieforumkobiet.org"
Polska wersja piosenki na ukończeniu.
Mała zmiana, tańczymy jednak na Rynku.
Poniżej mail informacyjny od Wrocławskiego Forum Kobiet.
"Witajcie,
Rozpoczęliśmy próby do Tańca Wielkanocnego. Zapraszamy do udziału.
Mamy dla was dwie wiadomości: jedną fantastyczną, a drugą - mamy nadzieję, że tak samo jak my uznacie za równie dobrą.
1. Tłumaczenie piosenki i nagrywanie polskiego tekstu jest już na ukończeniu. Wiele osób się tutaj zaangażowało:
- angielski tekst, przełożony na język polski przez Andrzeja Krupińskiego przy współpracy z: MateO, Piotr Nazaruk i Piotr Płecha
- partie męskie - Piotr Płecha
- partie kobiece - Emilia Nazaruk - jednak z solistek TGD
- partie chórków - MateO i Natalia Niemen oraz ich dzieci
- partie rapu - MC Kola i Yuro (raperzy z Royal Rap i TGD)
- głos mówiony - Waldemar Kasperczak - lektor z Głosu Ewangelii
- nad całością, czyli miksem i masteringiem całej piosenki czuwa Piotr Płecha
2. Zatańczymy na Wrocławskim Rynku w poniedziałek wielkanocny 1 kwietnia 2013 o godz. 15.00, a nie na Dworcu PKP - przepraszamy tych, którzy czuję się zawiedzeni.
Jeśli tańczyłeś z nami w 2011 roku ten taniec to potrzebujemy cię w tym roku - zapraszamy cię serdecznie.
Szczegóły na stronie www.wroclawskieforumkobiet.org"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
