We Wrocławiu wiosna ruszyła pełną parą.
Czaiła, się czaiła, a po weekendowym deszczu dosłownie wybuchła.
Wszystko rozkwitło dosłownie na raz.
Trochę żałuję, że się jej tak spieszy, bo ten etap wiosny kiedy zieleń jest jeszcze tak delikatna, to mój ulubiony okres w roku, a wygląda na to, że w tym sezonie będzie krótki.
Tak sobie myślę, że podobnie jest z różnymi rzeczami w naszym życiu,
czekamy, czekamy, pozornie nic się nie dzieje, wszystko wydaje się szare,smutne, beznadziejne,
do tego jeszcze wiatr i deszcz,
aż czasem ciężko uwierzyć, że pewnego dnia znów zaświeci słońce.
A potem Bóg uznaje, że jest już właściwy czas i uwalnia pewne rzeczy w naszym życiu i nagle wszystko diametralnie się zmienia.
Jednak będąc ciągle w fazie oczekiwania bywa nam ciężko, czujemy się zapomniani, zwłaszcza, gdy wszyscy inni dostają to, czego na co my także czekamy.
Lada dzień stuknie mi kolejna wiosna i tak jakoś mi z tym w tym roku wyjątkowo ciężko.
Wyobrażałam sobie, że pewne tematy się w tym roku pozamykają, ba, nawet mi się wydawało, że Bóg mi to obiecał.
No i mamy za pięć dwunastą, a na morzu wciąż cisza.
Na dodatek sprawy mieszkaniowe znów się przeciągają, naprawdę jestem tym już zmęczona i chciałabym mieć chociaż ten temat z głowy.
Oczywiście w tym całym zamieszaniu wciąż spotykają mnie i moją wspaniałą Współlokatorkę również niespodzianki mniejsze i większe. Np. nie wiedziała ona skąd weźmie pieniądze na potrzebny jej we Wrocławiu rower. I mi się tak pomyślało, że ona ten rower po prostu dostanie. No i dostała do wyboru dwa, całkiem za darmo :)
Jednocześnie walczę, by przestać się skupiać na doczesnych troskach, bo tak łatwo tracę właściwą perspektywę. Mając w tym roku na głowie wiele spraw, tak łatwo zapominam, po co właściwie żyje i dokąd zmierzam, tak często zmęczenie okrada mnie z tego, co najważniejsze.
Mogę tylko dziękować za łaskę, że On nie zawaha się czasem nami potrząsnąć.
Zderzając się ciągle z niestałością ludzi, ich niesłownością czy zmienianiem zdania, automatycznie przenoszę te doświadczenia do mojej relacji z Nim.
Czasem muszę się zatrzymać i przypomnieć, że On nie jest jak człowiek.
Jeśli On coś obieca, na pewno dotrzyma słowa.
Jeśli raz oddamy Mu swoje życie i poprosimy, by nie pozwolił nam odejść, On to weźmie naprawdę na serio.
Nawet gdy będziemy kombinować po swojemu, On wciąż będzie wierny.
Fakt, że będzie używać różnych środków i nie zawsze będzie nam z tym miło i wygodnie, ale nagroda jest warta wszystkiego.
Dlatego proszę, pomóż mi odłożyć na bok, to za czym goni moje serce, a co tak naprawdę jest niewiele warte.
Uwolnij mnie od wszelkich pragnień, które nie zbliżają mnie do Ciebie.
Napełnij mnie tęsknotą za sobą i daj mi odnaleźć spełnienie wszystkich moich pragnień w Tobie Jezu.
sobota, 22 marca 2014
wtorek, 11 marca 2014
Ponad nasze marzenia.
Bóg dał mi mieszkanie, o jakim bym nie marzyła.
Nawet nie tyle, że nie śmiałabym o takim marzyć.
Po prostu nie wpadłoby mi do głowy, że coś takiego jest w ogóle możliwe.
"Głosimy tedy, jak napisano:
Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało,
i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują."
Było z tym trochę zamieszania, stresu, kilka zakrętów po drodze, znaków zapytania.
Ale Bóg, tak On jest naprawdę dobrym Ojcem, tak szybko to wszystko aranżował i załatwiał, że jestem w szoku.
Mieszkanie, w którym miałam pierwotnie lada dzień zamieszkać, nówka-nieśmigane jest super, towarzystwo także, ale odkąd weszłam do mojego obecnego lokum, po prostu się w nim zakochałam.
A na koniec okazało się, że zamieszkam w nim z moją najlepszą Przyjaciółką!!!
Żeby nie zanudzić moimi ochami i achami nad moim cudownym salonem...
Mamy do dyspozycji 70 metrów, każda ma swój pokój, a do tego mamy ogromny cudowny salon z kuchnią.
Jako że właścicielka jest utalentowaną plastyczką, urządziła go, między innymi ręcznie malując meble w temacie "w ogrodzie".
Jak tam weszłam, to miałam szczękę na podłodze.
A to wszystko w takiej cenie, że dziewczyny mojego poprzedniego mieszkania płacą więcej za miejsce w pokoju 2-osobowym, przy 5 osobach w mieszkaniu.
A my mamy to wszystko na dwie osoby!!!
Tak więc to mieszkanie jest cudem, cudem od Boga, który czyni to, co niemożliwe i to, czego nie ma powołuje do bytu.
Tylko, że do tej pory nie sądziłam, że takie cudy mogą zdarzać się w moim życiu.
Bóg tak mnie zaskoczył, że wciąż nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Tak wszystko poukładał czasowo i organizacyjnie, że tylko On mógł to zrobić.
Tak więc mam super-mega-cudowne mieszkanie, na które absolutnie byłoby mnie nie stać.
I to z oknami dachowymi, o czym w ogóle nie myślałabym marzyć!
Będę je dzielić z najwspanialszą Współlokatorką, którą mogłabym sobie tylko wymarzyć.
N., to będzie wspaniały rok, nasza wielka przygoda.
Jestem podekscytowana, gdy o tym myślę :)
Dziękuję Ci Tato w niebie, tym razem naprawdę zaszalałeś :)
Nawet nie tyle, że nie śmiałabym o takim marzyć.
Po prostu nie wpadłoby mi do głowy, że coś takiego jest w ogóle możliwe.
"Głosimy tedy, jak napisano:
Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało,
i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują."
Było z tym trochę zamieszania, stresu, kilka zakrętów po drodze, znaków zapytania.
Ale Bóg, tak On jest naprawdę dobrym Ojcem, tak szybko to wszystko aranżował i załatwiał, że jestem w szoku.
Mieszkanie, w którym miałam pierwotnie lada dzień zamieszkać, nówka-nieśmigane jest super, towarzystwo także, ale odkąd weszłam do mojego obecnego lokum, po prostu się w nim zakochałam.
A na koniec okazało się, że zamieszkam w nim z moją najlepszą Przyjaciółką!!!
Żeby nie zanudzić moimi ochami i achami nad moim cudownym salonem...
Mamy do dyspozycji 70 metrów, każda ma swój pokój, a do tego mamy ogromny cudowny salon z kuchnią.
Jako że właścicielka jest utalentowaną plastyczką, urządziła go, między innymi ręcznie malując meble w temacie "w ogrodzie".
Jak tam weszłam, to miałam szczękę na podłodze.
A to wszystko w takiej cenie, że dziewczyny mojego poprzedniego mieszkania płacą więcej za miejsce w pokoju 2-osobowym, przy 5 osobach w mieszkaniu.
A my mamy to wszystko na dwie osoby!!!
Tak więc to mieszkanie jest cudem, cudem od Boga, który czyni to, co niemożliwe i to, czego nie ma powołuje do bytu.
Tylko, że do tej pory nie sądziłam, że takie cudy mogą zdarzać się w moim życiu.
Bóg tak mnie zaskoczył, że wciąż nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Tak wszystko poukładał czasowo i organizacyjnie, że tylko On mógł to zrobić.
Tak więc mam super-mega-cudowne mieszkanie, na które absolutnie byłoby mnie nie stać.
I to z oknami dachowymi, o czym w ogóle nie myślałabym marzyć!
Będę je dzielić z najwspanialszą Współlokatorką, którą mogłabym sobie tylko wymarzyć.
N., to będzie wspaniały rok, nasza wielka przygoda.
Jestem podekscytowana, gdy o tym myślę :)
Dziękuję Ci Tato w niebie, tym razem naprawdę zaszalałeś :)
niedziela, 2 lutego 2014
Hallo, hallo :)
Troszeczkę się nie odzywałam.
Nie wiem, czy będę pisać z taką częstotliwością co kiedyś.
Chciałam sobie przemyśleć trochę rzeczy.
Nie chcę tu pisać wzniosłych, ale pustych słów.
Chcę oglądać Jego chwałę w swoim życiu.
Tak często błądzę i skupiam się nie na tym co trzeba.
Dlatego może czasem lepiej milczeć?
Co u mnie?
4 miesiące temu wyprowadziłam się od Rodziców.
Czułam, że to chyba już ten czas i była okazja ku temu.
4 miesiące mieszkałam wraz z 4 innymi Dziewczynami w ciekawej dzielnicy.
Nie żałuję tej decyzji i tego czasu, choć bywało ciekawie.
Mała szkoła charakteru, nie, wcale nie chodzi o kolejki do łazienki :)
Bezcenny bagaż doświadczeń.
No i ten etap tak nagle się skończył.
Pojawiła mi się super opcja mieszkaniowa i postanowiłam z niej skorzystać.
Tylko że tak nadspodziewanie moja wyprowadzka się przyspieszyła, a wprowadzka opóźniła, że znów chwilowo stacjonuję u Rodziców.
No ale trochę jednak żal, że przygoda trwała tak krótko.
Poza tym ostatni semestr studiów przede mną, no i zobaczymy co potem.
Obserwując moich Przyjaciół i znajomych, widzę, że jesteśmy w takim ciekawym wieku,
kiedy to w naszych życiach wszystko jest tak dynamiczne.
Jak tak myślę o naszych powołaniach, obietnicach, to wow!!!
Tyle jest przed nami, za kilka lat każdy z nas może być o lata świetlne od tego miejsca, w którym jest dziś.
Pytanie tylko, czy starczy nam wiary, by uchwycić się tych obietnic?
Czy będziemy mieć odwagę, by wbrew nadziei uwierzyć nadziei?
Czy wyruszymy, nie wiedząc nawet dokąd?
Mamy obietnice, mamy powołania,
nasza odpowiedzialność to, to by wierzyć,
by podnieść swój wzrok ponad otaczające na problemy, okoliczności,
ponad codzienność i realność,
by podnieść je ku górom,
by wejrzeć w to, co nadprzyrodzone,
pozwolić wrosnąć swoim marzeniom i pragnieniom w to, co ponadnaturalne.
To jest ciągła walka,
codzienne decyzje, by ufać, wierzyć,
kiedy wciąż czekasz i czekasz, i nic się nie zmienia.
A On pyta, czy pójdziesz ze mną jeszcze jedną milę?
Czy będziesz mi ufać, jeśli dziś jeszcze to się nie zmieni?
Czy Twoje serce będzie wciąż pełne wiary i oczekiwania na moje działanie.
Czy będziesz wierzyć, że On unosi się nad chaosem i ciemnością w Twoim życiu?
Że pewnego dnia tchnie i stanie się światło?
Odrzućmy dziś zniechęcenie, narzekanie,
nie przyjmujmy żadnej myśli, która jest mniejsza niż Jego obietnice dla nas.
Przez wiarę i cierpliwość odziedziczymy naszą ziemię obiecaną.
Piosenka do posłuchania :)
http://www.youtube.com/watch?v=77cwl530Ngg&list=RD9FHbT40exk0
Nie wiem, czy będę pisać z taką częstotliwością co kiedyś.
Chciałam sobie przemyśleć trochę rzeczy.
Nie chcę tu pisać wzniosłych, ale pustych słów.
Chcę oglądać Jego chwałę w swoim życiu.
Tak często błądzę i skupiam się nie na tym co trzeba.
Dlatego może czasem lepiej milczeć?
Co u mnie?
4 miesiące temu wyprowadziłam się od Rodziców.
Czułam, że to chyba już ten czas i była okazja ku temu.
4 miesiące mieszkałam wraz z 4 innymi Dziewczynami w ciekawej dzielnicy.
Nie żałuję tej decyzji i tego czasu, choć bywało ciekawie.
Mała szkoła charakteru, nie, wcale nie chodzi o kolejki do łazienki :)
Bezcenny bagaż doświadczeń.
No i ten etap tak nagle się skończył.
Pojawiła mi się super opcja mieszkaniowa i postanowiłam z niej skorzystać.
Tylko że tak nadspodziewanie moja wyprowadzka się przyspieszyła, a wprowadzka opóźniła, że znów chwilowo stacjonuję u Rodziców.
No ale trochę jednak żal, że przygoda trwała tak krótko.
Poza tym ostatni semestr studiów przede mną, no i zobaczymy co potem.
Obserwując moich Przyjaciół i znajomych, widzę, że jesteśmy w takim ciekawym wieku,
kiedy to w naszych życiach wszystko jest tak dynamiczne.
Jak tak myślę o naszych powołaniach, obietnicach, to wow!!!
Tyle jest przed nami, za kilka lat każdy z nas może być o lata świetlne od tego miejsca, w którym jest dziś.
Pytanie tylko, czy starczy nam wiary, by uchwycić się tych obietnic?
Czy będziemy mieć odwagę, by wbrew nadziei uwierzyć nadziei?
Czy wyruszymy, nie wiedząc nawet dokąd?
Mamy obietnice, mamy powołania,
nasza odpowiedzialność to, to by wierzyć,
by podnieść swój wzrok ponad otaczające na problemy, okoliczności,
ponad codzienność i realność,
by podnieść je ku górom,
by wejrzeć w to, co nadprzyrodzone,
pozwolić wrosnąć swoim marzeniom i pragnieniom w to, co ponadnaturalne.
To jest ciągła walka,
codzienne decyzje, by ufać, wierzyć,
kiedy wciąż czekasz i czekasz, i nic się nie zmienia.
A On pyta, czy pójdziesz ze mną jeszcze jedną milę?
Czy będziesz mi ufać, jeśli dziś jeszcze to się nie zmieni?
Czy Twoje serce będzie wciąż pełne wiary i oczekiwania na moje działanie.
Czy będziesz wierzyć, że On unosi się nad chaosem i ciemnością w Twoim życiu?
Że pewnego dnia tchnie i stanie się światło?
Odrzućmy dziś zniechęcenie, narzekanie,
nie przyjmujmy żadnej myśli, która jest mniejsza niż Jego obietnice dla nas.
Przez wiarę i cierpliwość odziedziczymy naszą ziemię obiecaną.
Piosenka do posłuchania :)
http://www.youtube.com/watch?v=77cwl530Ngg&list=RD9FHbT40exk0
wtorek, 10 września 2013
"Straż przed ustami"- do poczytania
Bardzo wartościowy artykuł:
http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/210-stra%C5%BC-przed-ustami
http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/210-stra%C5%BC-przed-ustami
sobota, 31 sierpnia 2013
Żyję i mam się dobrze :)
Dawno nic nie pisałam, tak jakoś wyszło.
Trochę zabiegania, jeszcze w trakcie sesji zaczęłam nową pracę, ale o tym zaraz.
Poza tym nie chciałam pisać tak z czapy.
Tak mi się wydaje, że mimowolnie i podświadomie ludzie piszący blogi trochę się retuszują.
Chodzi mi o takie osobiste blogi, gdzie piszą tak o sobie i od siebie.
Myślę, że nie wynika to wcale z chęci przekłamania rzeczywistości, często może po prostu chcą zachęcać, budować, a nie zniechęcać.
Z drugiej strony to przecież prawda niesie wolność.
Dlatego czasem wolę nie pisać nic.
No niestety obawiam się, że nie zawsze mój obraz rysujący się na podstawie tego bloga jest w 100% zgodny z rzeczywistością...
Ale przejdźmy do konkretów.
Mam nową pracę, mam super szefa, czuję, że zaczyna się jakiś nowy etap w moim życiu.
W sumie do tej firmy trafiłam w stylu "do trzech razy sztuka".
Już dwa razy wysyłałam tam papiery, za każdym razem się odzywali, ale raz przez już przez telefon wyszło, że nie o to mi chodzi, drugi raz byłam na rozmowie, ale i to nie było to.
Tym razem szukali praktykanta w innym rodzaju; od razu wiadomo było, że będę tam mieć kontakt z niemieckim :)
No więc za rozmową koleżanki- dzięki Julia :), postanowiłam wysłać tam cv po raz trzeci.
Tym razem szef najpierw postanowił zweryfikować, czy rzeczywiście "szprecham", więc miałam po pierwsze niepodziewany, całkowicie niezapowiedziany telefon z Drezna. Z racji, że po głosie myślałam, że dzwoni moja koleżanka, która wraz z moim Przyjacielem, a jej mężem przeprowadziła się kilka dni wcześniej do Niemiec, było śmiesznie :)
Suma sumarum wylądowałam w tej kameralnej firmie :)
Po moich różnych doświadczeniach zawodowych niesamowitą Bożą łaską jest mieć tak wyrozumiałego, pomocnego, zachęcającego, motywującego szefa; który notabene Boga traktuje bardziej poważnie niż większość Polaków Katolików...
Na początku byłam trochę przerażona, że nie ogarnę tego wszystkiego, że nie dam rady itd., standardowe kity, które wciska nam diabeł, a które niestety zbyt często łykam.
Dziś po 2,5 miesiącach widzę, że rozwijam skrzydła, dzięki Bożej pomocy i wsparciu szefa.
A więc zostaję w tej firmie.
Mój szef i ta praca są tak elastyczni, że pogodzę to z moimi dziennymi studiami.
Nie miałam pojęcia, że istnieją takie prace, tacy ludzie...
Wciąż nie wierzę i nie ogarniam, jak to Bóg to zorganizował.
Jak wiedział, że moja poprzednia praca się skończy, jak wszystko przygotował tak, że praktycznie nie miałam dnia przerwy.
Ponadto coś co miało być wakacyjną praktyką, przerodziło się w stało współpracę, a docelowo mogę mieć tzw. etat, jeśli zechcę.
Tak właściwie, gdyby mi zależało, już na tym etacie dostałabym umowę o pracę w niepełnym wymiarze etatu.
To wszystko w świecie bezrobocia, śmieciowych umów.
Jak tak o tym myślę, dostałam od Boga pracę skrojoną na miarę.
Tak o po prostu.
Czuję, że zaczyna się dobry okres w moim życiu :)
Chciałam podzielić się z Wami jeszcze świadectwem o tym, że prawdziwie wszystkie włosy na naszej głowie są policzone i że Bóg strzeże nas na każdym kroku.
Pewnego ranka, gdy jechałam rowerem do pracy, na dużym skrzyżowaniu wepchnął mi się tuż przed nosem wielki turystyczny autobus. Rezultat był taki, że prawie mnie zgniótł, bo taki jest tak układ skrzyżowania. Gdy z siadłam z roweru, rozpłakałam się, ponieważ zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Boża ochrona, mogłoby być nieciekawie. Gdy o tym myślę, jestem tak wdzięczna Bogu, że żyję
Notabene dzień wcześniej odwiedziłam w szpitalu koleżankę, modliłyśmy się razem, a ona modliła się m.in o moją ochronę!
Poza tym widzę jakieś ożywienie na rynku korepetycji.
Obawiam się, że muszę zacząć domawiać, bo nie ogarnę tego wszystkiego...
Generalnie wyglądana to, że błogosławieństwo wali drzwiami i oknami :P
Poza tym szukam głębi, bo czuję, że to jeszcze nie jest to.
Mam dość ślizgania się po powierzchni.
Chcę, by prawdziwie Chrystus był rzeczywistością w moim życiu.
Nie chcę tylko emocji i pustych słów, stawka jest zbyt duża, a On jest zbyt wspaniały.
Jestem mu wdzięczna, że On tak kocha, tak szuka, tak woła,
że jest Bogiem zazdrosnym,
że będzie zagradzał nam drogi, które mogłyby odwieźć nas od Niego.
On wie, że kochamy Go w głębi naszych serc,
On wie, jak słaba jest nasza miłość,
tak bardzo chce uczyć nas kochać siebie,
tak bardzo chce pomóc nam iść za Nim.
Życzę Wam, by Bóg rozbijał w Waszym życiu to wszystko, co nie jest z Niego,
pozwólcie Mu potrząsnąć pudełkiem swoich wyobrażeń.
Przy okazji polecam portal "Należeć do Jezusa":
http://nalezecdojezusa.pl/
np. artykuł "Pop-chrześcijaństwo"
http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/204-pop-chrze%C5%9Bcija%C5%84stwo
Trochę zabiegania, jeszcze w trakcie sesji zaczęłam nową pracę, ale o tym zaraz.
Poza tym nie chciałam pisać tak z czapy.
Tak mi się wydaje, że mimowolnie i podświadomie ludzie piszący blogi trochę się retuszują.
Chodzi mi o takie osobiste blogi, gdzie piszą tak o sobie i od siebie.
Myślę, że nie wynika to wcale z chęci przekłamania rzeczywistości, często może po prostu chcą zachęcać, budować, a nie zniechęcać.
Z drugiej strony to przecież prawda niesie wolność.
Dlatego czasem wolę nie pisać nic.
No niestety obawiam się, że nie zawsze mój obraz rysujący się na podstawie tego bloga jest w 100% zgodny z rzeczywistością...
Ale przejdźmy do konkretów.
Mam nową pracę, mam super szefa, czuję, że zaczyna się jakiś nowy etap w moim życiu.
W sumie do tej firmy trafiłam w stylu "do trzech razy sztuka".
Już dwa razy wysyłałam tam papiery, za każdym razem się odzywali, ale raz przez już przez telefon wyszło, że nie o to mi chodzi, drugi raz byłam na rozmowie, ale i to nie było to.
Tym razem szukali praktykanta w innym rodzaju; od razu wiadomo było, że będę tam mieć kontakt z niemieckim :)
No więc za rozmową koleżanki- dzięki Julia :), postanowiłam wysłać tam cv po raz trzeci.
Tym razem szef najpierw postanowił zweryfikować, czy rzeczywiście "szprecham", więc miałam po pierwsze niepodziewany, całkowicie niezapowiedziany telefon z Drezna. Z racji, że po głosie myślałam, że dzwoni moja koleżanka, która wraz z moim Przyjacielem, a jej mężem przeprowadziła się kilka dni wcześniej do Niemiec, było śmiesznie :)
Suma sumarum wylądowałam w tej kameralnej firmie :)
Po moich różnych doświadczeniach zawodowych niesamowitą Bożą łaską jest mieć tak wyrozumiałego, pomocnego, zachęcającego, motywującego szefa; który notabene Boga traktuje bardziej poważnie niż większość Polaków Katolików...
Na początku byłam trochę przerażona, że nie ogarnę tego wszystkiego, że nie dam rady itd., standardowe kity, które wciska nam diabeł, a które niestety zbyt często łykam.
Dziś po 2,5 miesiącach widzę, że rozwijam skrzydła, dzięki Bożej pomocy i wsparciu szefa.
A więc zostaję w tej firmie.
Mój szef i ta praca są tak elastyczni, że pogodzę to z moimi dziennymi studiami.
Nie miałam pojęcia, że istnieją takie prace, tacy ludzie...
Wciąż nie wierzę i nie ogarniam, jak to Bóg to zorganizował.
Jak wiedział, że moja poprzednia praca się skończy, jak wszystko przygotował tak, że praktycznie nie miałam dnia przerwy.
Ponadto coś co miało być wakacyjną praktyką, przerodziło się w stało współpracę, a docelowo mogę mieć tzw. etat, jeśli zechcę.
Tak właściwie, gdyby mi zależało, już na tym etacie dostałabym umowę o pracę w niepełnym wymiarze etatu.
To wszystko w świecie bezrobocia, śmieciowych umów.
Jak tak o tym myślę, dostałam od Boga pracę skrojoną na miarę.
Tak o po prostu.
Czuję, że zaczyna się dobry okres w moim życiu :)
Chciałam podzielić się z Wami jeszcze świadectwem o tym, że prawdziwie wszystkie włosy na naszej głowie są policzone i że Bóg strzeże nas na każdym kroku.
Pewnego ranka, gdy jechałam rowerem do pracy, na dużym skrzyżowaniu wepchnął mi się tuż przed nosem wielki turystyczny autobus. Rezultat był taki, że prawie mnie zgniótł, bo taki jest tak układ skrzyżowania. Gdy z siadłam z roweru, rozpłakałam się, ponieważ zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Boża ochrona, mogłoby być nieciekawie. Gdy o tym myślę, jestem tak wdzięczna Bogu, że żyję
Notabene dzień wcześniej odwiedziłam w szpitalu koleżankę, modliłyśmy się razem, a ona modliła się m.in o moją ochronę!
Poza tym widzę jakieś ożywienie na rynku korepetycji.
Obawiam się, że muszę zacząć domawiać, bo nie ogarnę tego wszystkiego...
Generalnie wyglądana to, że błogosławieństwo wali drzwiami i oknami :P
Poza tym szukam głębi, bo czuję, że to jeszcze nie jest to.
Mam dość ślizgania się po powierzchni.
Chcę, by prawdziwie Chrystus był rzeczywistością w moim życiu.
Nie chcę tylko emocji i pustych słów, stawka jest zbyt duża, a On jest zbyt wspaniały.
Jestem mu wdzięczna, że On tak kocha, tak szuka, tak woła,
że jest Bogiem zazdrosnym,
że będzie zagradzał nam drogi, które mogłyby odwieźć nas od Niego.
On wie, że kochamy Go w głębi naszych serc,
On wie, jak słaba jest nasza miłość,
tak bardzo chce uczyć nas kochać siebie,
tak bardzo chce pomóc nam iść za Nim.
Życzę Wam, by Bóg rozbijał w Waszym życiu to wszystko, co nie jest z Niego,
pozwólcie Mu potrząsnąć pudełkiem swoich wyobrażeń.
Przy okazji polecam portal "Należeć do Jezusa":
http://nalezecdojezusa.pl/
np. artykuł "Pop-chrześcijaństwo"
http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/204-pop-chrze%C5%9Bcija%C5%84stwo
poniedziałek, 15 lipca 2013
Leszek Korzeniecki – Najtrudniejsze polecenie Jezusa
Polecam:
http://www.leszekkorzeniecki.pl/index.php/archiwa/1929
Ostrzegam-konfrontuje!!!
http://www.leszekkorzeniecki.pl/index.php/archiwa/1929
Ostrzegam-konfrontuje!!!
niedziela, 30 czerwca 2013
Nawet włosy na Waszej głowie są policzone...
W poniedziałek miałyśmy z koleżankami tzw. babskie spotkanie.
Poniżej świadectwo, jak Bóg błyskawicznie odpowiedział na nasze modlitwy dotyczące prośby jednej z nas.
Jak dla mnie, cała ta historia była zachęcająca. Pokazuje, że Bóg troszczy się również o... nasze włosy :)
A na dodatek Bóg odpowiedział natychmiast.
"Na wczorajszym siostrzanym dziewczyny modliły się o to, żeby Pan pomógł mi rozczesać mojego kołtuna zwanego potocznie 'dredem'.
Poniżej świadectwo, jak Bóg błyskawicznie odpowiedział na nasze modlitwy dotyczące prośby jednej z nas.
Jak dla mnie, cała ta historia była zachęcająca. Pokazuje, że Bóg troszczy się również o... nasze włosy :)
A na dodatek Bóg odpowiedział natychmiast.
"Na wczorajszym siostrzanym dziewczyny modliły się o to, żeby Pan pomógł mi rozczesać mojego kołtuna zwanego potocznie 'dredem'.
Dziś poszłam na modlitwę do kościoła. Jak się modlitwa skończyła
przesiadłam się na inne krzesło koło jednego brata, bo chciałam coś
doczytać z jego Biblii. Po chwili podchodzi do mnie jedna siostra z
Ukrainy i mówi, że coś gorzej ostatnio wyglądam, nie czeszę
się. Ja jej mówię, że mam kołtuna. Jak się okazało Pan jej powiedział
jak była w domu, że ma wstać i jechać na modlitwę do kościoła, (a miała
nie jechać bo była przeziębiona i pada deszcz, i mieszka poza Wrocławiem.
Musiała jechać pociągiem, potem tramwajem i jeszcze kawałek przejść), że jest siostra, która siedzi na środku w kościele i trzeba
rozczesać jej włosy.
Nie mogłam w to uwierzyć jak mi to powiedziała.
Okazało się, że jak policzyłyśmy krzesła od prawa do lewa i od przodu do tyłu to siedziałam dokładnie w środku.
Ona miała ze sobą grzebień, i namaszczoną oliwę z Ukrainy, (o którą
modliło się 5 tys. osób;), i namaściła mi włosy tą oliwą i prosiła
Jezusa o pomoc, bo jak zobaczyła tego 'dreda,' to zwątpiła.
Pan dopomógł i udało się rozczesać w 2 godz.
Z rozczesanych włosów został kłębek włosów wielkości piłki do tenisa.
Tak więc chwała Panu, Bóg jest dobry i wie o wszystkich włosach na naszej głowie."
[skrócone i zamieszczone za zgodą Autorki]
Subskrybuj:
Posty (Atom)