Po miesiącu wędrówki przez dwadzieścia parę miast wróciłam do domu.
Wcale nie czuję tego całego trudu,
czuję się wręcz jak po wczasach i dziwię się, że jest już po wszystkim...
To jest dla mnie niesamowite świadectwo,
bo przed obozem trochę się obawiałam, jak zniosę to całe niewyspanie, kolejki pod prysznic i inne obozowe niedogodności...
Miałam nadzieję, że jakoś dwa tygodnie przetrwam i odnajdę się po rocznej przerwie...
Zostałam miesiąc i mogłabym dalej :)
Jest to dla mnie niesamowite,
miesiąc nadzorowania kuchni dla 40-50 osób (na szczęście Bóg nie daje nic ponad nasze siły, więc obiady nie były na mojej głowie),
trochę odpowiedzialności za flagi,
no i inne mniejsze obozowe zadanka...
a ja na żadnym obozie tak nie wypoczęłam!!!
Jechałam świadoma moich braków,
w czasie obozu wychodziły kolejne rzeczy, które nadają się do poprawki,
przez cześć Bóg przeprowadził mnie już na obozie.
Jestem Mu bezgranicznie wdzięczna za to, ile mogłam się przez ten miesiąc nauczyć!!!
Niesamowite nauczania Jerzego Przeradowskiego,
tematy na tu i teraz,
proste, konkretne, pełne mocy i prawdy.
Czas przełamywania się,
wychodzenia do ludzi,
głoszenia na ulicach miast.
Tak, Bóg dał mi szansę i odwagę, by dwa razy pogłosić w Mikołajkach na rynku w czasie takiej luźnej ewangelizacji ulicznej.
Coś na co nie odważyłam się dwa lata temu w Rzeszowie,
czego żałowałam miesiącami.
W tym roku mogłam to zrobić z Nim :)
Za dużo tego wszystkiego jest na obozie, by pisać,
modlitwy o chorych na placach,
uzdrowienia,
poprawy wzroku, słuchu, zostawiane kule...
śmiech, łzy radości,
ale też pukanie się w głowy, wyzywanie od sekt.
Całe nasze obozowe życie.
I te głębokie relacje,
które nie utracą na wartości nawet, gdy zobaczymy się dopiero za rok.
Wiem też, że muszę trochę przewartościować swoje życie,
wywalić z niego trochę śmieci,
pytać, słuchać i ufać Jemu.
On uczy nas tego, co wyjdzie nam na dobre,
Jego drogi są najlepsze :)
Błogosławię Was wszystkich w imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa!!!
środa, 15 sierpnia 2012
czwartek, 26 lipca 2012
Wieści z dalekiego wschodu :)
Dni mijają szybko,
nasz obóz przesuwa się wzdłuż wschodniej granicy.
To jest moje miejsce na ten czas,
miejsce, gdzie moje serce naprawdę żyje.
Dziś uwielbialiśmy naszego Boga i Króla dosłownie na ulicy :)
Na czas ewangelizacji zamknięto ją dla nas :)
Pieśń "Nie wstydzę się Ewangelii" z fragmentem "mógłbym tańczyć na ulicach miast",
nabrała zupełnie innego wymiaru.
Na obozie jest niesamowita łaska i wolność,
myślę, że nie chodzi tylko o obóz, ale o to, że wychodzimy na ulice miast.
Codziennie maszerujemy dla Jezusa,"
codziennie inne miasto,
zazwyczaj jest nas około setki,
nie licząc aniołów,
koszulki, flagi, transparenty,
modlitwa, śpiew skandowanie,
eskorta policji...
Nasz Król jest tego godzien!!!
Wierzę, że On tak bardzo cieszy się, gdy uwielbiamy go na rynkach, placach, ulicach...
Gdy tańczymy, śpiewamy, a nawet wygłupiamy się.
Nie raz łapałam się na tym, że początkowy wygłup taneczny,
zamieniał się w namaszczony gest proroczy.
Nie mam czasu pisać do Was wszystkich,
więc piszę tutaj,
Królestwo Boże jest głoszone,
chorzy są uzdrawiani,
a Jego imię wywyższane!!!
W międzyczasie wygłupiamy się,
budujemy,
kupujemy masło i chleb na kanapki,
pierzemy brudne skarpetki itd.
Błogosławię Was wszystkich w imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa!!!
nasz obóz przesuwa się wzdłuż wschodniej granicy.
To jest moje miejsce na ten czas,
miejsce, gdzie moje serce naprawdę żyje.
Dziś uwielbialiśmy naszego Boga i Króla dosłownie na ulicy :)
Na czas ewangelizacji zamknięto ją dla nas :)
Pieśń "Nie wstydzę się Ewangelii" z fragmentem "mógłbym tańczyć na ulicach miast",
nabrała zupełnie innego wymiaru.
Na obozie jest niesamowita łaska i wolność,
myślę, że nie chodzi tylko o obóz, ale o to, że wychodzimy na ulice miast.
Codziennie maszerujemy dla Jezusa,"
codziennie inne miasto,
zazwyczaj jest nas około setki,
nie licząc aniołów,
koszulki, flagi, transparenty,
modlitwa, śpiew skandowanie,
eskorta policji...
Nasz Król jest tego godzien!!!
Wierzę, że On tak bardzo cieszy się, gdy uwielbiamy go na rynkach, placach, ulicach...
Gdy tańczymy, śpiewamy, a nawet wygłupiamy się.
Nie raz łapałam się na tym, że początkowy wygłup taneczny,
zamieniał się w namaszczony gest proroczy.
Nie mam czasu pisać do Was wszystkich,
więc piszę tutaj,
Królestwo Boże jest głoszone,
chorzy są uzdrawiani,
a Jego imię wywyższane!!!
W międzyczasie wygłupiamy się,
budujemy,
kupujemy masło i chleb na kanapki,
pierzemy brudne skarpetki itd.
Błogosławię Was wszystkich w imieniu Pana naszego Jezusa Chrystusa!!!
czwartek, 12 lipca 2012
Jego scenariusz.
Ostatnie ubrania schną,
pierwsze przymiarki do pakowania,
jak będziecie słyszeć o jakimś kursie sprawnego pakowania, dajcie znać :P
Tęczowe spodnie kupione,
kolorowe tenisówki umyte,
flagi czekają w kącie...
Tak, fizycznie jestem gotowa tańczyć na ulicach miast.
Wyjeżdżam na obóz,
jakby ktoś z Was miał trochę czasu do zagospodarowania, polecam całym sercem
www.obozwedrowny.pl
Miałam nie jechać,
miałam pracować,
mieć dorosłe, poukładane życie...
Jeśli już, to myślałam o innym krótkim wyjeździe,
takim by odpoczywać i brać.
Ale On miał inny plan,
ostatnio ciągle mówię, by naprawdę robił z moim życiem, co chce...
Uczę się nie dziwić tym nagłym zwrotom akcji,
bo to On pisze scenariusz,
i tak zbyt często wyrywam Mu pióro.
Wiem, że to będzie dobry czas,
że to jest moje miejsce na teraz.
Nie wiem, czy będę tydzień, dwa czy całe cztery.
On wie.
Wcale nie czuję, że mam wiele do dania,
wcale nie czuję się kompetentna,
wiem, ile kosztuje mnie czasem taniec w kościele,
a na obozie- rynki, place, obce miejsca, obcy ludzie...
Dla mnie o wiele wyższa po poprzeczka.
Ale wiem, że gdy się odważę,
znów będę tańczyć z NIM po kałużach,
będę tańczyć tak, jak nie potrafię tańczyć.
Sama z siebie mam puste ręce,
nie zrobię nic.
Jedyne, co mogę, to pozwolić, by On dotykał innych przeze mnie.
To jest tam najważniejsze,
On i Ci, których On chce spotkać,
przez nas.
Z tym nastawieniem chcę jechać,
chcę być Jego nogą, ręką, uchem, okiem, głową, ustami...
Jeśli chcesz, możesz modlić się o tych ludzi, o ten czas,
o nas, byśmy potrafili być użyteczni i nie minęli się z tym, co On chce zrobić.
pierwsze przymiarki do pakowania,
jak będziecie słyszeć o jakimś kursie sprawnego pakowania, dajcie znać :P
Tęczowe spodnie kupione,
kolorowe tenisówki umyte,
flagi czekają w kącie...
Tak, fizycznie jestem gotowa tańczyć na ulicach miast.
Wyjeżdżam na obóz,
jakby ktoś z Was miał trochę czasu do zagospodarowania, polecam całym sercem
www.obozwedrowny.pl
Miałam nie jechać,
miałam pracować,
mieć dorosłe, poukładane życie...
Jeśli już, to myślałam o innym krótkim wyjeździe,
takim by odpoczywać i brać.
Ale On miał inny plan,
ostatnio ciągle mówię, by naprawdę robił z moim życiem, co chce...
Uczę się nie dziwić tym nagłym zwrotom akcji,
bo to On pisze scenariusz,
i tak zbyt często wyrywam Mu pióro.
Wiem, że to będzie dobry czas,
że to jest moje miejsce na teraz.
Nie wiem, czy będę tydzień, dwa czy całe cztery.
On wie.
Wcale nie czuję, że mam wiele do dania,
wcale nie czuję się kompetentna,
wiem, ile kosztuje mnie czasem taniec w kościele,
a na obozie- rynki, place, obce miejsca, obcy ludzie...
Dla mnie o wiele wyższa po poprzeczka.
Ale wiem, że gdy się odważę,
znów będę tańczyć z NIM po kałużach,
będę tańczyć tak, jak nie potrafię tańczyć.
Sama z siebie mam puste ręce,
nie zrobię nic.
Jedyne, co mogę, to pozwolić, by On dotykał innych przeze mnie.
To jest tam najważniejsze,
On i Ci, których On chce spotkać,
przez nas.
Z tym nastawieniem chcę jechać,
chcę być Jego nogą, ręką, uchem, okiem, głową, ustami...
Jeśli chcesz, możesz modlić się o tych ludzi, o ten czas,
o nas, byśmy potrafili być użyteczni i nie minęli się z tym, co On chce zrobić.
niedziela, 1 lipca 2012
Relacje jednostronne.
Ostatnio zastanawiam się nad zjawiskiem, które nazywam sobie "relacja jednostronna".
Myślałam, że mam w życiu jeden sztandarowy przykład,
ostatnio stykam się z tym częściej.
Polega ona na tym, że jedna ze stron odzywa się,
gdy potrzebuje się wygadać czy cokolwiek innego.
W moim przypadku stykam się z tym pierwszym gatunkiem.
Osobnik lub osobniczka odzywa się,
tudzież spotyka z Tobą,
następnie mówi mówi mówi,
po czym znika i cisza na morzu...
oczywiście do czasu, kiedy znów potrzebny będzie pokój zwierzeń...
Zastanawiałam się, na ile takie relacje mogą być testem od Boga,
nauką miłości bezwarunkowej,
bo w takiej relacji, to Ty jesteś stroną, która daje, daje i nie dostaje zazwyczaj nic w zamian...
Dajesz swój czas, swoją uwagę, radę, zaangażowanie, zapewne modlitwę itd....
Na pewno można uczyć się, jak dawać nie oczekując zwrotu,
jak czerpać od Tego, który jest Źródłem i nieść dalej nadzieję, zachętę, światło...
Myślę, że Bóg może chcieć postawić takie osoby na naszej drodze, by kształtować nas,
ale też by nas użyć, by dotknąć ich życia.
W takim wypadku niezbędne jest właściwe nastawienie, brak oczekiwań, bo możemy się rozczarować...
Jakkolwiek taki jednostronny układ trudno dla mnie nazwać relacją.
I widzę, że część ludzi zapomina o tym, że to działa w dwie strony,
że w jakiś sposób jesteśmy odpowiedzialni za tego drugiego człowieka,
że należy o tą osobę dbać,
inwestować w tą relację.
Są takie chwile, gdy potrzebujemy się wygadać, gdy mamy problemy itp.,
wtedy rzeczywiście będziemy mówić przez większość czasu,
ale to nie zwalnia nas od tego, by zapytać, co u tej drugiej strony...
I tak sobie chodzę i myślę o tym,
jak to wszystko powinno wyglądać,
i na ile ja dbam o moje relacje,
czy nie zdarza mi się mówić mówić mówić,
a potem znikać i zapominać o tych, których akurat nie potrzebuję...
Najmocniejsze jest jednak to, gdy zaczniemy się zastanawiać jak to wygląda w relacji ja-Bóg.
Ile razy zdarzyło mi się mówić mówić mówić,
a potem wrócić do swoich spraw, zanim On w ogóle zdążył "otworzyć usta".
O ile ludzie są tylko ludźmi,
nasze relacje nigdy nie będą idealne,
będą pojawiać się i znikać,
co oczywiście nie zwalnia nas z tego, by dbać o ich jakoś,
o tyla naprawdę warto zastanowić się jak to się ma w przypadku JA i Bóg...
A najlepiej zapytać Jego, jak On to widzi.
Myślałam, że mam w życiu jeden sztandarowy przykład,
ostatnio stykam się z tym częściej.
Polega ona na tym, że jedna ze stron odzywa się,
gdy potrzebuje się wygadać czy cokolwiek innego.
W moim przypadku stykam się z tym pierwszym gatunkiem.
Osobnik lub osobniczka odzywa się,
tudzież spotyka z Tobą,
następnie mówi mówi mówi,
po czym znika i cisza na morzu...
oczywiście do czasu, kiedy znów potrzebny będzie pokój zwierzeń...
Zastanawiałam się, na ile takie relacje mogą być testem od Boga,
nauką miłości bezwarunkowej,
bo w takiej relacji, to Ty jesteś stroną, która daje, daje i nie dostaje zazwyczaj nic w zamian...
Dajesz swój czas, swoją uwagę, radę, zaangażowanie, zapewne modlitwę itd....
Na pewno można uczyć się, jak dawać nie oczekując zwrotu,
jak czerpać od Tego, który jest Źródłem i nieść dalej nadzieję, zachętę, światło...
Myślę, że Bóg może chcieć postawić takie osoby na naszej drodze, by kształtować nas,
ale też by nas użyć, by dotknąć ich życia.
W takim wypadku niezbędne jest właściwe nastawienie, brak oczekiwań, bo możemy się rozczarować...
Jakkolwiek taki jednostronny układ trudno dla mnie nazwać relacją.
I widzę, że część ludzi zapomina o tym, że to działa w dwie strony,
że w jakiś sposób jesteśmy odpowiedzialni za tego drugiego człowieka,
że należy o tą osobę dbać,
inwestować w tą relację.
Są takie chwile, gdy potrzebujemy się wygadać, gdy mamy problemy itp.,
wtedy rzeczywiście będziemy mówić przez większość czasu,
ale to nie zwalnia nas od tego, by zapytać, co u tej drugiej strony...
I tak sobie chodzę i myślę o tym,
jak to wszystko powinno wyglądać,
i na ile ja dbam o moje relacje,
czy nie zdarza mi się mówić mówić mówić,
a potem znikać i zapominać o tych, których akurat nie potrzebuję...
Najmocniejsze jest jednak to, gdy zaczniemy się zastanawiać jak to wygląda w relacji ja-Bóg.
Ile razy zdarzyło mi się mówić mówić mówić,
a potem wrócić do swoich spraw, zanim On w ogóle zdążył "otworzyć usta".
O ile ludzie są tylko ludźmi,
nasze relacje nigdy nie będą idealne,
będą pojawiać się i znikać,
co oczywiście nie zwalnia nas z tego, by dbać o ich jakoś,
o tyla naprawdę warto zastanowić się jak to się ma w przypadku JA i Bóg...
A najlepiej zapytać Jego, jak On to widzi.
środa, 27 czerwca 2012
Przyjechałeś po mnie!!! - Przecież obiecałem :P
Właśnie obejrzałam film pt. "Uprowadzona." [Taken]
Nie powiem, film jest mocny...
Zdecydowanie dla dorosłych,
aczkolwiek rekomendowany przez B. Olechnowicza na konferencji w Legnicy.
Handel ludźmi,
niby każdy wie, że to się dzieje,
nawet teraz w tej chwili...
Żyjemy w takiej warstwie świata,
że nie spotykamy się z tym na co dzień.
Wiemy, że to dzieje się gdzieś tam...
Nie dotyka nas to bezpośrednio.
Dobrze jest konfrontować się z takimi tematami,
ten świat kolorowy, kuszący,
my zabiegani, zalatani,
często zbyt zajęci, by się zatrzymać, zastanowić.
Wiem, że ciągle o tym piszę,
ciągle się z tym stykam,
tak łatwo dać wciągnąć się w ten nurt,
płynąć wraz z tłumem...
Ale On nas znajdzie,
choćby na końcu świata,
zawsze wiedziałam, że to jest prawdziwa miłość,
miłość, która pójdzie za TOBĄ choćby na koniec świata.
Ta scena, gdy ojciec zabił już wszystkich, którzy stali mu na drodze,
sponiewierany i ranny,
i jego córka, uratowana w ostatniej chwili,
wpadają sobie w ramiona,
ona płacze ze szczęścia i z takim lekkim niedowierzaniem mówi "Przyjechałeś po mnie!!!"
A on na to, że przecież obiecał!!!,
ta scena mnie rozwaliła.
Tyle razy ryzykował życiem,
oddał wszystko,
zrobił wszystko, by uratować swoje ukochane dziecko!!!
Nasz Bóg jeszcze bardziej walczy za nas,
On zrobi wszystko, by nas odnaleźć,
dał o wiele więcej niż ten człowiek, by ratować swoją córkę,
On dał za nas Swego Syna!!!
Nie da się dać nic więcej.
I On wcale nie jest łagodny, gdy walczy o nas,
On wcale nie będzie miły,
nasz Bóg jest Lwem,
nasz Bóg jest Wojownikiem,
i przyjedzie ten dzień,
gdy pokona całe zło,
wszelką śmierć,
otrze z naszych oczu wszelką łżę,
weźmie nas, swój kościół w ramiona...
bo obiecał!!!
Miałam pisać o czym innym :P
Ale obejrzałam ten film.
Handel ludźmi,
to jest poważny temat,
nie będę o tym pisać,
dopiero od niedawna Bóg porusza w tym kierunku moje serce.
Nie powiem, film jest mocny...
Zdecydowanie dla dorosłych,
aczkolwiek rekomendowany przez B. Olechnowicza na konferencji w Legnicy.
Handel ludźmi,
niby każdy wie, że to się dzieje,
nawet teraz w tej chwili...
Żyjemy w takiej warstwie świata,
że nie spotykamy się z tym na co dzień.
Wiemy, że to dzieje się gdzieś tam...
Nie dotyka nas to bezpośrednio.
Dobrze jest konfrontować się z takimi tematami,
ten świat kolorowy, kuszący,
my zabiegani, zalatani,
często zbyt zajęci, by się zatrzymać, zastanowić.
Wiem, że ciągle o tym piszę,
ciągle się z tym stykam,
tak łatwo dać wciągnąć się w ten nurt,
płynąć wraz z tłumem...
Ale On nas znajdzie,
choćby na końcu świata,
zawsze wiedziałam, że to jest prawdziwa miłość,
miłość, która pójdzie za TOBĄ choćby na koniec świata.
Ta scena, gdy ojciec zabił już wszystkich, którzy stali mu na drodze,
sponiewierany i ranny,
i jego córka, uratowana w ostatniej chwili,
wpadają sobie w ramiona,
ona płacze ze szczęścia i z takim lekkim niedowierzaniem mówi "Przyjechałeś po mnie!!!"
A on na to, że przecież obiecał!!!,
ta scena mnie rozwaliła.
Tyle razy ryzykował życiem,
oddał wszystko,
zrobił wszystko, by uratować swoje ukochane dziecko!!!
Nasz Bóg jeszcze bardziej walczy za nas,
On zrobi wszystko, by nas odnaleźć,
dał o wiele więcej niż ten człowiek, by ratować swoją córkę,
On dał za nas Swego Syna!!!
Nie da się dać nic więcej.
I On wcale nie jest łagodny, gdy walczy o nas,
On wcale nie będzie miły,
nasz Bóg jest Lwem,
nasz Bóg jest Wojownikiem,
i przyjedzie ten dzień,
gdy pokona całe zło,
wszelką śmierć,
otrze z naszych oczu wszelką łżę,
weźmie nas, swój kościół w ramiona...
bo obiecał!!!
Miałam pisać o czym innym :P
Ale obejrzałam ten film.
Handel ludźmi,
to jest poważny temat,
nie będę o tym pisać,
dopiero od niedawna Bóg porusza w tym kierunku moje serce.
sobota, 23 czerwca 2012
Pan dał, pan wziął, a Jemu niech zawsze będzie chwała!!!
Jest taka piosenka "Błogosławię Cię."
"Błogosławię Cię, gdy ziemia wydaje plon
Gdy zlewasz obfitość Swą
Błogosławię Cię
Błogosławię Cię, gdy otacza pustynia mnie
Gdybym też przez pustkowia szedł
Błogosławię Cię
Za Twą łaskę, którą zsyłasz
Ja chwalę Cię
Choćby ciemność mnie przykryła
Ja powiem, że:
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię święte Imię Twe
Błogosławię Cię, gdy słońce świeci życie me
Jest takie jakie widzieć chcę
Błogosławię Cię
Błogosławię Cię, gdy drogę mą znaczy cierń
Choć w bólu ofiaruję pieśń
Za Twą łaskę, którą zsyłasz
Ja chwalę Cię
Choćby ciemność mnie przykryła
Ja powiem, że: Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię święte Imię Twe
Ty dajesz bierzesz, lecz
Ty dajesz bierzesz , lecz
Me serce powie, że
Ja błogosławię Cię."
Od wczorajszego popołudnia moją myślą jest "Pan dał, Pan wziął, Jemu niech zawsze będzie chwała!!!"
Nic w tym życiu nie jest pewne,
nikt i nic, oprócz Niego.
On jest dobry,
On jest wierny,
Jemu NIGDY NIC nie wymknęło się spod kontroli.
Niespodziewane zdarzenie wczorajszego dnia wbrew logice utwierdza mnie w tym.
Jeszcze szybciej niż dostałam pracę,
straciłam ją,
wczoraj zupełnie nieoczekiwanie,
bo nic tego nie zapowiadało,
podziękowano mi za dalszą współpracę,
czy jak kto woli najnormalniej w świecie mnie zwolniono.
Decyzję podjęto błyskawicznie,
trochę nieoczekiwanie chyba również dla tych, którzy ją podjęli.
Do wczoraj wszystko było ok,
od zeszłego tygodnia pracowałam już normalnie,
były jakieś drobne zastrzeżenia, co jest na początku normalne w tego typu pracy.
Wczoraj przyszły w końcu tokeny dla nowych pracowników,
rano instalowaliśmy już moje osobiste uprawnienia do systemu,
dopinaliśmy pewne kwestie...
Około przysiadła się do mnie trenerka z polsko-angielskiego zespołu,
która miała mi pomagać,
mi to bardziej przeszkadzało,
posłuchała 3 rozmów,
stwierdziła, że muszę trochę poćwiczyć,
kazała zgłosić mi się do naszej trenerki.
A potem wszystko stało się nawet nie w przysłowiowe pięć minut,
stwierdzono, że z powodu moich predyspozycji i charakteru,
nie nadaję się do tego typu pracy,
poczekano aż się spakuję
i jeszcze odprowadzono do drzwi,
chyba żebym przypadkiem czegoś nie wyniosła po drodze...
Korporacje.
A więc Pan dał, Pan wziął, Jemu chwała.
Stało się to szybko,
zaskoczyło mnie,
ale wiem, że On się nie pomylił,
ufam Mu.
Kiedy oddajesz Mu swoje życie,
już dłużej nie należy ono do Ciebie,
To On nim kieruje,
to On się troszczy.
On ma w swoim ręku czas i wszelką władzę.
Myślałam o tym podczas środowo-czwartkowej burzy.
Człowiek urządza sobie świat po swojemu,
myśli, że ma wszystko pod kontrolą,
guzik prawda...
Przyroda jest tak potężna,
jeszcze nigdy nie byłam tak blisko burzy,
pioruny waliły <100m koło mojego domu.
Swoją drogą jestem wdzięczna Bogu, że trochę zaczekał z tą burzą,
bo wracałam na rowerze,
fakt, zmokłam trochę,
naoglądałam się błysków,
ale to było nic w porównaniu z tym, co się działo potem!!!
Pamiętam taka mega śnieżną zimę,
pracowałam wtedy w banku,
były pewne dokumenty, które MUSIAŁY codziennie być wysyłane i odbierane pocztą kurierską,
czasami ktoś nie zdążył i było niewesoło...
A potem spadła kupa śniegu,
komunikacja była sparaliżowana,
do połowy miasta, w tym do nas, nie docierały przesyłki...
po pierwsze świat się nie zawalił,
ale co ważniejsze pokazało mi to, jak człowiek sobie urządzi i zorganizuje pewne rzeczy wspaniale,
dopracuje systemy,
a tu spadnie trochę więcej śniegu i wszystko leży, totalnie...
Fakt, że wczorajsze zdarzenie nie należało do przyjemnych,
ale nie mam kredytu, rodziny na utrzymaniu,
mam Boga.
Nie "chwalę się" bynajmniej tym, że straciłam pracę,
ale w naszym życiu są i radosne i smutne chwile,
to jest prawdziwe życie,
wierzących i niewierzących spotykają często te same rzeczy,
ale my nie jesteśmy w nich sami,
my mamy Jego,
mamy nadzieję w Nim.
Zresztą i tak większość z Was będzie pytać, jak mi się pracuje :)
Chodzi mi po głowie fragment z Hioba :„Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. / Czemu zła przyjąć nie możemy?”
Aczkolwiek moja sytuacja jest daleko lepsza niż jego :)
Na koniec do posłuchania "Pocałunek" [Mate.O]
http://w95.wrzuta.pl/audio/9AUMSZx8dlz/mate.o_-_11_-_pocalunek_1
Zwłaszcza druga część :)
"Błogosławię Cię, gdy ziemia wydaje plon
Gdy zlewasz obfitość Swą
Błogosławię Cię
Błogosławię Cię, gdy otacza pustynia mnie
Gdybym też przez pustkowia szedł
Błogosławię Cię
Za Twą łaskę, którą zsyłasz
Ja chwalę Cię
Choćby ciemność mnie przykryła
Ja powiem, że:
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię święte Imię Twe
Błogosławię Cię, gdy słońce świeci życie me
Jest takie jakie widzieć chcę
Błogosławię Cię
Błogosławię Cię, gdy drogę mą znaczy cierń
Choć w bólu ofiaruję pieśń
Za Twą łaskę, którą zsyłasz
Ja chwalę Cię
Choćby ciemność mnie przykryła
Ja powiem, że: Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię Cię
Błogosławić będę Imię Twe
Błogosławię święte Imię Twe
Ty dajesz bierzesz, lecz
Ty dajesz bierzesz , lecz
Me serce powie, że
Ja błogosławię Cię."
Od wczorajszego popołudnia moją myślą jest "Pan dał, Pan wziął, Jemu niech zawsze będzie chwała!!!"
Nic w tym życiu nie jest pewne,
nikt i nic, oprócz Niego.
On jest dobry,
On jest wierny,
Jemu NIGDY NIC nie wymknęło się spod kontroli.
Niespodziewane zdarzenie wczorajszego dnia wbrew logice utwierdza mnie w tym.
Jeszcze szybciej niż dostałam pracę,
straciłam ją,
wczoraj zupełnie nieoczekiwanie,
bo nic tego nie zapowiadało,
podziękowano mi za dalszą współpracę,
czy jak kto woli najnormalniej w świecie mnie zwolniono.
Decyzję podjęto błyskawicznie,
trochę nieoczekiwanie chyba również dla tych, którzy ją podjęli.
Do wczoraj wszystko było ok,
od zeszłego tygodnia pracowałam już normalnie,
były jakieś drobne zastrzeżenia, co jest na początku normalne w tego typu pracy.
Wczoraj przyszły w końcu tokeny dla nowych pracowników,
rano instalowaliśmy już moje osobiste uprawnienia do systemu,
dopinaliśmy pewne kwestie...
Około przysiadła się do mnie trenerka z polsko-angielskiego zespołu,
która miała mi pomagać,
mi to bardziej przeszkadzało,
posłuchała 3 rozmów,
stwierdziła, że muszę trochę poćwiczyć,
kazała zgłosić mi się do naszej trenerki.
A potem wszystko stało się nawet nie w przysłowiowe pięć minut,
stwierdzono, że z powodu moich predyspozycji i charakteru,
nie nadaję się do tego typu pracy,
poczekano aż się spakuję
i jeszcze odprowadzono do drzwi,
chyba żebym przypadkiem czegoś nie wyniosła po drodze...
Korporacje.
A więc Pan dał, Pan wziął, Jemu chwała.
Stało się to szybko,
zaskoczyło mnie,
ale wiem, że On się nie pomylił,
ufam Mu.
Kiedy oddajesz Mu swoje życie,
już dłużej nie należy ono do Ciebie,
To On nim kieruje,
to On się troszczy.
On ma w swoim ręku czas i wszelką władzę.
Myślałam o tym podczas środowo-czwartkowej burzy.
Człowiek urządza sobie świat po swojemu,
myśli, że ma wszystko pod kontrolą,
guzik prawda...
Przyroda jest tak potężna,
jeszcze nigdy nie byłam tak blisko burzy,
pioruny waliły <100m koło mojego domu.
Swoją drogą jestem wdzięczna Bogu, że trochę zaczekał z tą burzą,
bo wracałam na rowerze,
fakt, zmokłam trochę,
naoglądałam się błysków,
ale to było nic w porównaniu z tym, co się działo potem!!!
Pamiętam taka mega śnieżną zimę,
pracowałam wtedy w banku,
były pewne dokumenty, które MUSIAŁY codziennie być wysyłane i odbierane pocztą kurierską,
czasami ktoś nie zdążył i było niewesoło...
A potem spadła kupa śniegu,
komunikacja była sparaliżowana,
do połowy miasta, w tym do nas, nie docierały przesyłki...
po pierwsze świat się nie zawalił,
ale co ważniejsze pokazało mi to, jak człowiek sobie urządzi i zorganizuje pewne rzeczy wspaniale,
dopracuje systemy,
a tu spadnie trochę więcej śniegu i wszystko leży, totalnie...
Fakt, że wczorajsze zdarzenie nie należało do przyjemnych,
ale nie mam kredytu, rodziny na utrzymaniu,
mam Boga.
Nie "chwalę się" bynajmniej tym, że straciłam pracę,
ale w naszym życiu są i radosne i smutne chwile,
to jest prawdziwe życie,
wierzących i niewierzących spotykają często te same rzeczy,
ale my nie jesteśmy w nich sami,
my mamy Jego,
mamy nadzieję w Nim.
Zresztą i tak większość z Was będzie pytać, jak mi się pracuje :)
Chodzi mi po głowie fragment z Hioba :„Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. / Czemu zła przyjąć nie możemy?”
Aczkolwiek moja sytuacja jest daleko lepsza niż jego :)
Na koniec do posłuchania "Pocałunek" [Mate.O]
http://w95.wrzuta.pl/audio/9AUMSZx8dlz/mate.o_-_11_-_pocalunek_1
Zwłaszcza druga część :)
środa, 13 czerwca 2012
Jego odpocznienie... jak najlepsze czasy...
W niedzielę zakończyłam mój 6-dniowy tydzień pracy,
do tego nauka, infekcja, wyjazd siostry...
Było intensywnie...
A ja się czułam jak po urlopie!!!
Wiem, że to jest Jego sprawka :P
Po ludzku rozumując powinnam być wykończona,
a On mnie dosłownie przeniósł przez ten zwariowany czas!!!
Na dodatek poniedziałkowe i dzisiejsze egzaminy zdałam na łączną ocenę 4,5 :P
A mniej więcej połowa ludzi oblała jedną z pięciu części...
Przede mną już tylko najgorsza historia...
Wiem, że nie ma co narzekać,
tylko trzeba się zmobilizować i zrobić swoją część.
Bo to, że On mnie przeniósł przez ten okres i tak pobłogosławił,
nie oznacza, że ja mogłam leżeć i nic nie robić,
bo się jednak uczyłam
i to wcale nie aż tak mało.
Mała Agata wyjechała na koniec świata...
Okazuje się, że takie rozłąki mogą czasem rodzeństwu dobrze zrobić.
Rozkminiamy w mailach tematy,
na które nie zawsze było okazję pogadać...
Okazało się, że obie zastanawiamy się nad tym, jak to jest z zaufaniem Bogu.
Że od wiedzy do praktyki jest jeszcze naprawdę daleka droga.
Bo myślę, że większość z zapytanych chrześcijan powie, że ufa Bogu!!!
Tylko czemu wciąż nie żyjemy tak, jakby to naprawdę była prawda?!
Często żyjemy, tak by przeżyć i tak naprawdę wcale nie wierzymy, że spotka nas coś dobrego...
Różne przeżycia, życiowe zawirowania mogą cichutko,
kawałek po kawałeczku zabrać nam naszą wiarę i zaufanie,
naszą nadzieję,
stopniowo mamy coraz bardziej realistyczną perspektywę,
nasze marzenia stają się coraz mniejsze, coraz bardziej pospolite,
niepostrzeżenie coraz bardziej zaczynamy żyć rytmem tego świata...
Przynajmniej ja tak czasem mam,
że kiedy sprawy nie idą tak jak tego oczekiwałam,
jak ja sobie wyobrażałam,
trochę się zniechęcam...
Łatwo jest być sprinterem dla Boga,
ale życie z nim przypomina raczej biegi długodystansowe..
Miejmy odwagę żyć inaczej nie tylko przez chwilę,
ale na zawsze...
Jeszcze jedno...
Jako że ostatnio miałam mniej czasu,
i musiałam rezygnować z różnych rzeczy,
naprawdę doceniałam,
kiedy poniedziałek miałam już trochę luźniejszy,
mogłam iść na 2-godzinny spacer z Przyjaciółką,
a jeszcze tak pięknie się wypogodziło!!!
Wiem, że mój Bóg o to zadbał :)
Czas jest jedną z najcenniejszych rzeczy,
jakie mamy, jakimi gospodarujemy...
Diabeł dużo da za to, byśmy mieli go jak najmniej,
a przynajmniej żyli w poczuciu permanentnego braku czasu.
Wiem, jak to działa na człowieka,
bo sama czasem chodzę w poczuciu, że wciąż brakuje mi czasu.
Naprawdę musimy mieć mądrość, by nie dać zapędzić się w kołowrotek tego świata.
Nie dalej jak przedwczoraj, na fali tego, ile to ja mogę zrobić w ciągu doby,
nie zaangażowałam się w coś, co zabrałoby mi dużo czasu.
Potrzeba nam, byśmy nauczyli się odróżniać, co jest Jego zadaniem dla nas,
a co tylko pożeraczem czasu i wysysaczem energii.
Z brakiem czasu łączy się jeszcze jedna kwestia,
może dla Was oczywista, ale...
Sama często tak robiłam,
robiłam, bo staram się to zmienić.
Gdy człowiek jest taki zabiegany,
często nie ma czasu,
a przynajmniej jest święcie o tym przekonany,
że nie mam czasu na to, by być w kontakcie z tymi,
którzy są dla niego ważni, których kocha...
Jakoś tak czułam, że coś tu nie gra...
W poniedziałek przeczytałam "świecki" artykuł,
który potwierdził to, co przeczuwałam...
Ile zajmuje wysłanie krótkiego smsa?!
Czasem wystarczy zwykła buźka ":)"...
Czy parominutowy telefon zabiera naprawdę aż tyyyle czasu?!
Nie dajmy się oszukać,
nie dajmy wrzucić się w kółko jak chomiki...
Codziennie tyle czasu spędzamy na niepotrzebnych rzeczach, zadaniach,
tak naprawdę często masę czasu zjadają nam głupoty...
Miejmy czas dla tych, na ktorych nam zależy!!!
Skończymy z ta głupią wymówką "nie odzywałam się, bo nie miałam czasu",
dbajmy o nasze relacje,
zróbmy trochę wysiłku (nie jestem pewna czy to brzmi po polsku :P)
do tego nauka, infekcja, wyjazd siostry...
Było intensywnie...
A ja się czułam jak po urlopie!!!
Wiem, że to jest Jego sprawka :P
Po ludzku rozumując powinnam być wykończona,
a On mnie dosłownie przeniósł przez ten zwariowany czas!!!
Na dodatek poniedziałkowe i dzisiejsze egzaminy zdałam na łączną ocenę 4,5 :P
A mniej więcej połowa ludzi oblała jedną z pięciu części...
Przede mną już tylko najgorsza historia...
Wiem, że nie ma co narzekać,
tylko trzeba się zmobilizować i zrobić swoją część.
Bo to, że On mnie przeniósł przez ten okres i tak pobłogosławił,
nie oznacza, że ja mogłam leżeć i nic nie robić,
bo się jednak uczyłam
i to wcale nie aż tak mało.
Mała Agata wyjechała na koniec świata...
Okazuje się, że takie rozłąki mogą czasem rodzeństwu dobrze zrobić.
Rozkminiamy w mailach tematy,
na które nie zawsze było okazję pogadać...
Okazało się, że obie zastanawiamy się nad tym, jak to jest z zaufaniem Bogu.
Że od wiedzy do praktyki jest jeszcze naprawdę daleka droga.
Bo myślę, że większość z zapytanych chrześcijan powie, że ufa Bogu!!!
Tylko czemu wciąż nie żyjemy tak, jakby to naprawdę była prawda?!
Często żyjemy, tak by przeżyć i tak naprawdę wcale nie wierzymy, że spotka nas coś dobrego...
Różne przeżycia, życiowe zawirowania mogą cichutko,
kawałek po kawałeczku zabrać nam naszą wiarę i zaufanie,
naszą nadzieję,
stopniowo mamy coraz bardziej realistyczną perspektywę,
nasze marzenia stają się coraz mniejsze, coraz bardziej pospolite,
niepostrzeżenie coraz bardziej zaczynamy żyć rytmem tego świata...
Przynajmniej ja tak czasem mam,
że kiedy sprawy nie idą tak jak tego oczekiwałam,
jak ja sobie wyobrażałam,
trochę się zniechęcam...
Łatwo jest być sprinterem dla Boga,
ale życie z nim przypomina raczej biegi długodystansowe..
Miejmy odwagę żyć inaczej nie tylko przez chwilę,
ale na zawsze...
Jeszcze jedno...
Jako że ostatnio miałam mniej czasu,
i musiałam rezygnować z różnych rzeczy,
naprawdę doceniałam,
kiedy poniedziałek miałam już trochę luźniejszy,
mogłam iść na 2-godzinny spacer z Przyjaciółką,
a jeszcze tak pięknie się wypogodziło!!!
Wiem, że mój Bóg o to zadbał :)
Czas jest jedną z najcenniejszych rzeczy,
jakie mamy, jakimi gospodarujemy...
Diabeł dużo da za to, byśmy mieli go jak najmniej,
a przynajmniej żyli w poczuciu permanentnego braku czasu.
Wiem, jak to działa na człowieka,
bo sama czasem chodzę w poczuciu, że wciąż brakuje mi czasu.
Naprawdę musimy mieć mądrość, by nie dać zapędzić się w kołowrotek tego świata.
Nie dalej jak przedwczoraj, na fali tego, ile to ja mogę zrobić w ciągu doby,
nie zaangażowałam się w coś, co zabrałoby mi dużo czasu.
Potrzeba nam, byśmy nauczyli się odróżniać, co jest Jego zadaniem dla nas,
a co tylko pożeraczem czasu i wysysaczem energii.
Z brakiem czasu łączy się jeszcze jedna kwestia,
może dla Was oczywista, ale...
Sama często tak robiłam,
robiłam, bo staram się to zmienić.
Gdy człowiek jest taki zabiegany,
często nie ma czasu,
a przynajmniej jest święcie o tym przekonany,
że nie mam czasu na to, by być w kontakcie z tymi,
którzy są dla niego ważni, których kocha...
Jakoś tak czułam, że coś tu nie gra...
W poniedziałek przeczytałam "świecki" artykuł,
który potwierdził to, co przeczuwałam...
Ile zajmuje wysłanie krótkiego smsa?!
Czasem wystarczy zwykła buźka ":)"...
Czy parominutowy telefon zabiera naprawdę aż tyyyle czasu?!
Nie dajmy się oszukać,
nie dajmy wrzucić się w kółko jak chomiki...
Codziennie tyle czasu spędzamy na niepotrzebnych rzeczach, zadaniach,
tak naprawdę często masę czasu zjadają nam głupoty...
Miejmy czas dla tych, na ktorych nam zależy!!!
Skończymy z ta głupią wymówką "nie odzywałam się, bo nie miałam czasu",
dbajmy o nasze relacje,
zróbmy trochę wysiłku (nie jestem pewna czy to brzmi po polsku :P)
Subskrybuj:
Posty (Atom)