Miałam intensywne 1,5 tygodnia,
dużo emocji,
dużo spraw,
dużo biegałam,
dosłownie i w przenośni,
często pisałam...
Przewaliła się pewna burza.
Wiem, że to, że tyle się działo, to był Boży sposób,
bym za dużo nie myślała i nie analizowała,
uwierzcie mi, jestem w tym dobra :)
Od kilku dni chłonę ciszę każdą cząstką siebie,
czasem musisz emocje wybiegać, wypłakać,
radzisz sobie z nimi spędzając dużo czasu z ludźmi,
czasem jest czas ciszy....
Ja na dłuższą metę nie potrafię po prostu funkcjonować w pędzie.
Potrzebuję czasu, by się zatrzymać, dystansować,
M. o tym pisałam.
Potrzebujemy ciszy, by usłyszeć Jego głos...
W tym roku rozkoszuję się wiosną,
w zeszłym roku ją przegapiłam,
byłam zupełnie w innym miejscu,
to był smutny, trudny czas,
i choć wiele spraw się nie wyjaśniło,
w tym roku jestem zupełnie gdzie indziej :P
I choć czas mknie jak szalony,
jakoś tak powoli się to wszystko rozwija...
Moja ulubiona pora roku,
gdy listki są takie małe,
zieleń jest tak świeża,
wszystko po kolei rozwija się i kwitnie,
i ten obłędny zapach...
Właśnie siedzę w ogrodzie,
jak to On to wszystko cudownie zaplanował!!!
Kocham biegać,
choć czasem muszę się zmobilizować...
Wiem, że to On "dał" mi bieganie...
Nawet gdy wybiegam pełna emocji,
po paru kilometrach w parku zaczynam się uspokajać,
zauważać szczegóły,
myślę o tym, jak natura jest urzekająca, skomplikowana,
jak harmonijnie funkcjonuje...
To mi mówi o tym, jakim On jest Bogiem,
to pomaga mi zatrzymać się,
przypomina mi o tym, że żyję dla wieczności,
że każdy ból i trud jest tylko chwilowy,
że to za czym goni ten świat, jest ulotne...
Piękno uspokaja,
piękno leczy,
piękno odbija Jego charakter, Jego piękno...
Piękno małego kwiatuszka,
piękno burzowych chmur,
piękno dorodnego drzewa,
piękno kruchego młodego listka,
delikatny szum liści na wietrze,
siła wichury,
świergot ptaków,
błękit nieba...
Ja i On.
PS. Dla tych, którzy nie wiedzą :
Jutro (pt) od 20.00 nasze comiesięczne spotkanie "Słuchanie Boga" :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz