wtorek, 16 grudnia 2014

Inspiracja.

Koleżanka podrzuciła mi inspirację do uwielbienia tańcem i flagami.
W moim sercu budzi to tęsknotę.
Może szarpnę się na takie flagi.
Uciec przed Jego tron, zostawić za sobą wszystko...
Kuszące :)


https://www.youtube.com/watch?v=8sd0iwCpSqU&list=PLIjQtWGQwbfm8Y91xxhstQuCLk3tEQ9QP&index=1

sobota, 13 grudnia 2014

Ufaj.

Bóg jest dobry, ale czasem przeprowadza nas przez różne doświadczenia.
Czasem to takie dziwne uczucie, wiesz, że On Cię kocha i chce dla Ciebie jak najlepiej,a jednocześnie okoliczności sprawiają Ci ogromny ból.
Starasz się zrozumieć, o co Mu chodzi, do czego zmierza i nie masz pomysłu.


"Nie porzucajcie więc ufności waszej, która ma wielką zapłatę."

Hebr 10,35


Pędziłam wczoraj z pracy, by zdążyć pożegnać się z naszym kochanym kotkiem.
Był z nami 14 lat i nastał czas pożegnania.
Ktoś powie, że to tylko kot, ale był z nami pół mojego życia, kochalismy go.
Kolejny smutek w ciągu ostatniego, chyba najgorszego  w moim życiu miesiąca.
Szalał wiatr, miałam świadomość, że ten Bóg, choć tak potężny, że może zmieść nas jednym swym oddechem, jest tak blisko.
A ja tak mało Go znam, tak mało Go rozumiem, a jestem tak bardzo zależna od Niego.

Wieczorem przeczytałam w zwykłym świeckim artykule, rady odnośnie trudnych sytuacji:

"Najgorsze, co można zrobić, to się załamac, leżeć i płakać. Trzeb iść, nawet gdy nie ma się siły. Gdy zabraknie wam siły, Bóg ją wam da. Ale musicie iść dalej, noga za nogą."


Tak więc, pozwoliłam sobie na chwilę leżenia i płakania, ta historia z kotem dopełniła miary smutku, ale w głowie miałam to zdanie - nie można leżeć i płakać, trzeba iść dalej, a gdy nie masz już siły, ale zaufasz Bogu, On Ci ją da, gdy nie wiesz, gdzie zrobić kolejny krok, On pokaże gdzie postawić nogę, tylko ufaj.
No i tak staram się ufać, raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej. Chwilami czuję się, jak na pustyni, ale wiem, że na niej są też skarby, tylko nie zawsze je widzę.


A tu artykuł do poczytania:

http://nalezecdojezusa.pl/index.php/blogi/kasia-kiklewicz/item/380-nie-porzucaj-ufno%C5%9Bci

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Puste ręce.

Ostatnio w czasie uwielbienia na naszej grupce śpiewaliśmy pieśń, która szła jakoś tak:
"podnieśmy wszyscy nasze serca, podnieśmy wszyscy nasze dłonie,
stawajmy przed obliczem Boga, wielbiąc Go".

Miałam taki ni to obraz, ni to refleksję, że wchodząc do miejsca najświętszego, do sali tronowej, gdzie zasiada Król królów i Pan panów nieraz wnosimy całą stertę walizek- naszych spraw, problemów, trosk, życzeń, marzeń itp.
Trzymając to w ręce nie jesteśmy w stanie Go uwielbiać, bo nie mamy jak podnieść naszych rąk!
By to uczynić, musimy puścić, odrzucić wszystko.
Dopiero wtedy nasze ręce są wolne, nieograniczone, gotowe, by podnieść je puste w stronę, tego który może wszystko, wie wszystko i tak bardzo nas kocha.
Ale czy to wystarczy?
Głupio byłoby uwielbiać, podnosić ręce i wciąż wpatrywać się w stertę naszych gratów.
O jakże ciężko czasem w czasie modlitwy nie myśleć o różnych sprawach, nie planować, nie zamartwiać się.

Stając przed Jego obliczem powinniśmy mieć puste dłonie, wzrok skierowany na Niego, wolny umysł i serce.

Biorąc pod uwagę historie, które mi się ostatnio przydarzyły, a trochę się działo od czasu, kiedy tu byłam ostatnio, widzę, że czasem On prowadzi nas przez przysłowiowy ogień i wodę, dopuszcza do sytuacji, które są straszliwie trudne i bolesne.
Chcę patrzeć na nie jak na szansę, by odrzucić wszystkie swoje pomysły i uczyć się wiary i zaufania, nawet gdy zamiast w miejscu rozwiązania się kilku kwestii znalazłam się nagle w miejscu wielkiej niewiadomej.
Nie chciałam pisać wcześniej o pewnych rzeczach i to było jak widzę mądre, po wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, niż zapowiadało się kilka miesięcy temu.

Wiem, że nawet w miejscach, które są dla nas ekstremalnie trudne i bolesne, możemy mieć zwycięstwo, możemy uchwycić się Go, choć jest niewidzialny.
Możemy podnieść ku Niemu nasze oczy, które są czasem pełne łez i mieć pewność, że On widzi nasz ból.
Możemy wybrać zaufanie i nadzieję, zamiast pretensji i zgorzknienia.
Nie powiem, chwilami jest mi naprawdę trudno, ale wiem, że mam zwycięstwo z Nim i wiem, że On da mi siłę, by przez to przejść i nie zwątpić, że On ma moje życie w swoich rękach.
Wiem, że nawet jeśli zabłądzę i się pomylę, On wyprostuje moje ścieżki.

Ty i ja mamy jedno życie, Ty i ja mamy wybór -  spędzić je użalając się nad tym, co jest nie tak i rozglądając za tym, czego nam brak albo zaufać Jemu bez względu na okoliczności, czerpać mądrość z takich życiowych lekcji i starać się skupiać na Nim, na tym, co On czyni, bez względu na to, ja zdecyduje poprowadzić naszą ścieżkę.

A co do pracy, generalnie sama w sobie jest niestety nudna i monotonna, ale jest sympatycznie, bywa śmiesznie i warunki są dobre. Projekt zostanie przedłużony o kilka miesięcy (pierwotnie miał trwać do końca roku), a co potem, ja nie wiem, ale On wie i wierzę, że mnie poprowadzi.
A jutro nadchodzi w naszej korpo "pijama day" : ]


Ps. Kiedyś słyszałam o rodzinie, która w obliczu potężnych problemów zbiera się na modlitwie i uwielbieniu i dosłownie tańczy po swoich problemach i się z nich śmieje, nie dlatego, że je bagatelizuje czy ma nierówno pod sufitem, ale dlatego, że wierzy w żywego i realnego Boga i ufa Mu. Może to jest kwestia decyzji, a łaska przychodzi, gdy zdecydujesz, że się nie poddasz? Gdy nie zawrócisz ze swej drogi za Jezusem Chrystusem bez względu na cenę, ale zdecydujesz iść za Nim naprzód.
I to jest chyba właśnie miejsce, gdzie On może wylać na nasz radość prosto z nieba i pokój, który przewyższa wszelkie poznanie.

środa, 23 lipca 2014

Daj się Bogu zaskoczyć.

Okazuje się, że moja historia mieszkaniowa jest dla ludzi świadectwem i zachęta.
Dlatego też dzielę się z Wami świeżutką historią zawodową.

Tuż przed obozem misyjnym na który jechałam, musiałam przesunąć mój wyjazd do centrali firmy, w czasie ktorego miało sie  w końcu odbyć długo odwlekane ustalenie moich nowych warunków.
Stało się to z kilku powodów, nie do końca ode mnie zależnych, aczkolwiek wywołało małe spięcie.
Powiedziałam wtedy Bogu, ok, jadę Ci służyć, a to powierzam Tobie, nawte jeśli mnie zwolnią, a była to dla mnie totalna abstrakcja, ufam Tobie.

Absolutnie nie planowałam zmiany pracy, były pewne ustalenia, obietnice, dostawałam co jakiś czas dość atrakcyjne propozycje, ale wolałam siedzieć w znanym mi jeziorku, nawet jeśli nie do końca byłam w nim spełniona i zadowolona.
Bóg to dobrze wiedział, bo pomógł, a dokładnie przeniósł mnie w inne miejsce.

Wracając z obozu, gdzie zajmowałam się organizacją kuchni (na szczęście gotować nie musiałam, bo różnie by być mogło), będąc dość zmęczoną i wyeskploatowaną, miałam nadzieję na spokojne, leniwe dni.
Ten plan uwzględniał też pracę, ale zapowiadało się bez szaleństw.

Sprawy potoczyły się bardzo szybko, w poniedziałek dostałam propozycję, której początkowo nie zamierzalam nawet wysłuchać, fakt, wydawała się atrakcyjna i coś mnie kusiło, by spróbować sił w rekrutacji, jednak wahałam się, bo obiecałam, bo oni obiecali...
Jakoże praca to praca, a to jest jednak blog publiczny, pominę różne szczegóły.

Postawiłam na szczerość z moim bezpośrednim przełożonym i opłaciło się.
Spadło ze mnie poczucie winy i usłyszałam kilka mądrych rad.
Okazało się, że sytuacja w firmie mocno się zmieniła, a co za tym idzie plany wobec mojej osoby też.
Także kilka dni wypełnione było modlitwom, testami językowymi, przygotowaniami do rozmowy, stresem oraz oczekiwaniem na wynik, który choć czasem podwany jest prawie natychmiast, w moim wypadku nadszedł po kilku godzinach. Co było dla mnie kolejnym ćwiczeniem na zaufanie.

Tak więc, ja niczego nieświadoma rządziłam garami na obozie, robiłam ogromne zakupy w Biedronkach, czując chwilami, że nie robię nic istotnego i że małą to ma wartość przed Bogiem, a tymczasem Bóg realizował swój doskonały, zgrany we wszystkich szczegółach plan.
Załatwił mi pracę w prestiżowej firmie, za dobre pieniądze z możliwościami rozwoju.
Fakt, nie wiem, ile ten projket potrwa, być może tylko kilka miesięcy.
Jednego jestem pewna, to jest Boża wola i sprawka, więc On wie, co dalej.
Nie chcę się martwić i zapominac, jak wielkie rzeczy może On czynić.

Kolega spytał mnie, ale jak Ty ich znalazłaś, jak aplikowałaś, a ja na to, że wcale nie szukałam, że po prostu mieszałam sobie w grach na obozie :)
Tym samym stanowisko szefa kuchni stało sie intratną posadą... padły już nawet jakieś deklaracje na przyszły rok.

Jest to dla mnie zachęta, by i w innych dziedzinach mojego życia czekac na Jego działanie, skupiać się na Nim, służyć Mu jak najlepiej potrawię, zaprawdę szukacjie Królestwa Bożego a wszystko inne będzie Wam dodane :)

sobota, 14 czerwca 2014

Pralka.

Siedzę właśnie w moim cudownym salonie,
przez balkon wpada świeże powietrze,
a ja oglądam sobie chmury,
poczytuję kobyłę z gramatyki na ostatni egzamin.

Ale to szybko zleciało, te 3 lata...
Tak naprawdę jestem już nauczycielem niemieckiego, ha ha, dziwna sprawa.
Przede mną jeszcze egzamin licencjacki na uczelni, ale w Kolegium obroniłam już w czwartek dyplom.
Ten rok był trudny, choć myślałam, że będzie gorzej.
Fakt pod koniec miałam już dość, ale właściwie z Boża pomocą dobiegłam już do mety.
Teraz muszę przypomnieć sobie, jak się odpoczywa i jak to jest mieć trochę wolnego czasu :)

Wracając do tego cudownego miejsca, w którym przyszło mi mieszkać, to naprawdę nie zasłużyłam na to.
W życiu nie byłoby mnie stać, żeby coś takiego wynajmować, no ale jak widać Boga na to stać i mieszkam sobie jak w bajce z moją Przyjaciółką N.
Przyznaję bez bicia, że wciąż muszę uczyć się doceniać to, co mam.
Narzekanie to takie dziadostwo, które łatwo wchodzi w nawyk. Na szczęście Bóg potrafi nas skonfrontować, postawić na naszej drodze odpowiednich ludzi.
Także Beata przerabia lekcję "Nie narzekaj". Oczywiście to tylko jedna z lekcji, które obecnie przerabiam :)

No a jeśli chodzi o inne rzeczy to czuję się jak w pralce.
Tak właśnie, takiej wielkiej Bożej pralce.
Są takie tematy, że mówimy Boże, jak to i to zorganizujesz w moim życiu, to ja już naprawdę tego nie przeżyję. Dokonujemy wyborów, rezygnujemy z różnych rzeczy, no i myślimy sobie, że nie zasłużyliśmy na takie akcje.
No a jednak czasem Bóg postanawia wrzucić nas do pralki, ustawia gotowanie i wirowanie na 1000 obrotów, no i jazda :)
Jeśli w tym wszystkim powiesz ok, Twoja wola, jeśli przyniesiesz swoje łzy do Niego, będzie Ci o wiele łatwiej, a Twoje serce zmięknie.
Oczywiście, że wyobrażałam sobie to wszystko inaczej, no ale cóż, On wie lepiej.
Wiem, o co walczę w tym wszystkim.
Jestem Mu wdzięczna, że ta pralka wypłukuje brudy z mojego serca i ustawia na nowo priorytety w moim życiu.
Nie piszę ostatnio, bo nie chcę pustych słów, widzę, że znów muszę odkopać pewne rzeczy, ale już widzę jak On zmienia moje serce.
Ukrył mnie tutaj w swoim ogrodzie i pracuje nade mną :)

sobota, 22 marca 2014

Kolejna wiosna.

We Wrocławiu wiosna ruszyła pełną parą.
Czaiła, się czaiła, a po weekendowym deszczu dosłownie wybuchła.
Wszystko rozkwitło dosłownie na raz.
Trochę żałuję, że się jej tak spieszy, bo ten etap wiosny kiedy zieleń jest jeszcze tak delikatna, to mój ulubiony okres w roku, a wygląda na to, że w tym sezonie będzie krótki.

Tak sobie myślę, że podobnie jest z różnymi rzeczami w naszym życiu,
czekamy, czekamy, pozornie nic się nie dzieje, wszystko wydaje się szare,smutne, beznadziejne,
do tego jeszcze wiatr i deszcz,
aż czasem ciężko uwierzyć, że pewnego dnia znów zaświeci słońce.
A potem Bóg uznaje, że jest już właściwy czas i uwalnia pewne rzeczy w naszym życiu i nagle wszystko diametralnie się zmienia.
Jednak będąc ciągle w fazie oczekiwania bywa nam ciężko, czujemy się zapomniani, zwłaszcza, gdy wszyscy inni dostają to, czego na co my także czekamy.
Lada dzień stuknie mi kolejna wiosna i tak jakoś mi z tym w tym roku wyjątkowo ciężko.
Wyobrażałam sobie, że pewne tematy się w tym roku pozamykają, ba, nawet mi się wydawało, że Bóg mi to obiecał.
No i mamy za pięć dwunastą, a na morzu wciąż cisza.
Na dodatek sprawy mieszkaniowe znów się przeciągają, naprawdę jestem tym już zmęczona i chciałabym mieć chociaż ten temat z głowy.

Oczywiście w tym całym zamieszaniu wciąż spotykają mnie i moją wspaniałą Współlokatorkę również niespodzianki mniejsze i większe. Np. nie wiedziała ona skąd weźmie pieniądze na potrzebny jej we Wrocławiu rower. I mi się tak pomyślało, że ona ten rower po prostu dostanie. No i dostała do wyboru dwa, całkiem za darmo :)

Jednocześnie walczę, by przestać się skupiać na doczesnych troskach, bo tak łatwo tracę właściwą perspektywę. Mając w tym roku na głowie wiele spraw, tak łatwo zapominam, po co właściwie żyje i dokąd zmierzam, tak często zmęczenie okrada mnie z tego, co najważniejsze.
Mogę tylko dziękować za łaskę, że On nie zawaha się czasem nami potrząsnąć.
Zderzając się ciągle z niestałością ludzi, ich niesłownością czy zmienianiem zdania, automatycznie przenoszę te doświadczenia do mojej relacji z Nim.
Czasem muszę się zatrzymać i przypomnieć, że On nie jest jak człowiek.
Jeśli On coś obieca, na pewno dotrzyma słowa.
Jeśli raz oddamy Mu swoje życie i poprosimy, by nie pozwolił nam odejść, On to weźmie naprawdę na serio.
Nawet gdy będziemy kombinować po swojemu, On wciąż będzie wierny.
Fakt, że będzie używać różnych środków i nie zawsze będzie nam z tym miło i wygodnie, ale nagroda jest warta wszystkiego.

Dlatego proszę, pomóż mi odłożyć na bok, to za czym goni moje serce, a co tak naprawdę jest niewiele warte.
Uwolnij mnie od wszelkich pragnień, które nie zbliżają mnie do Ciebie.
Napełnij mnie tęsknotą za sobą i daj mi odnaleźć spełnienie wszystkich moich pragnień w Tobie Jezu.

wtorek, 11 marca 2014

Ponad nasze marzenia.

Bóg dał mi mieszkanie, o jakim bym nie marzyła.
Nawet nie tyle, że nie śmiałabym o takim marzyć.
Po prostu nie wpadłoby mi do głowy, że coś takiego jest w ogóle możliwe.

"Głosimy tedy, jak napisano:
Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało,
i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują."

Było z tym trochę zamieszania, stresu, kilka zakrętów po drodze, znaków zapytania.
Ale Bóg, tak On jest naprawdę dobrym Ojcem, tak szybko to wszystko aranżował i załatwiał, że jestem w szoku.

Mieszkanie, w którym miałam pierwotnie lada dzień zamieszkać, nówka-nieśmigane jest super, towarzystwo także, ale odkąd weszłam do mojego obecnego lokum, po prostu się w nim zakochałam.
A na koniec okazało się, że zamieszkam w nim z moją najlepszą Przyjaciółką!!!

Żeby nie zanudzić moimi ochami i achami nad moim cudownym salonem...
Mamy do dyspozycji 70 metrów, każda ma swój pokój, a do tego mamy ogromny cudowny salon z kuchnią.
Jako że właścicielka jest utalentowaną plastyczką, urządziła go, między innymi ręcznie malując meble w temacie "w ogrodzie".
Jak tam weszłam, to miałam szczękę na podłodze.
A to wszystko w takiej cenie, że dziewczyny  mojego poprzedniego mieszkania płacą więcej za miejsce  w pokoju 2-osobowym, przy 5 osobach w mieszkaniu.
A my mamy to wszystko na dwie osoby!!!
Tak więc to mieszkanie jest cudem, cudem od Boga, który czyni to, co niemożliwe i to, czego nie ma powołuje do bytu.
Tylko, że do tej pory nie sądziłam, że takie cudy mogą zdarzać się w moim życiu.
Bóg tak mnie zaskoczył, że wciąż nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Tak wszystko poukładał czasowo i organizacyjnie, że tylko On mógł to zrobić.

Tak więc mam super-mega-cudowne mieszkanie, na które absolutnie byłoby mnie nie stać.
I to z oknami dachowymi, o czym w ogóle nie myślałabym marzyć!
Będę je dzielić z najwspanialszą Współlokatorką, którą mogłabym sobie tylko wymarzyć.

N., to będzie wspaniały rok, nasza wielka przygoda.
Jestem podekscytowana, gdy o tym myślę :)

Dziękuję Ci Tato w niebie, tym razem naprawdę zaszalałeś :)


niedziela, 2 lutego 2014

Hallo, hallo :)

Troszeczkę się nie odzywałam.
Nie wiem, czy będę pisać z taką częstotliwością co kiedyś.
Chciałam sobie przemyśleć trochę rzeczy.
Nie chcę tu pisać wzniosłych, ale pustych słów.
Chcę oglądać Jego chwałę w swoim życiu.
Tak często błądzę i skupiam się nie na tym co trzeba.
Dlatego może czasem lepiej milczeć?

Co u mnie?
4 miesiące temu wyprowadziłam się od Rodziców.
Czułam, że to chyba już ten czas i była okazja ku temu.
4 miesiące mieszkałam wraz z 4 innymi Dziewczynami w ciekawej dzielnicy.

Nie żałuję tej decyzji i tego czasu, choć bywało ciekawie.
Mała szkoła charakteru, nie, wcale nie chodzi o kolejki do łazienki :)
Bezcenny bagaż doświadczeń.

No i ten etap tak nagle się skończył.
Pojawiła mi się super opcja mieszkaniowa i postanowiłam z niej skorzystać.
Tylko że tak nadspodziewanie moja wyprowadzka się przyspieszyła, a wprowadzka opóźniła, że znów chwilowo stacjonuję u Rodziców.
No ale trochę jednak żal, że przygoda trwała tak krótko.

Poza tym ostatni semestr studiów przede mną, no i zobaczymy co potem.

Obserwując moich Przyjaciół i znajomych, widzę, że jesteśmy w takim ciekawym wieku,
kiedy to w naszych życiach wszystko jest tak dynamiczne.
Jak tak myślę o naszych powołaniach, obietnicach, to wow!!!
Tyle jest przed nami, za kilka lat każdy z nas może być o lata świetlne od tego miejsca, w którym jest dziś.

Pytanie tylko, czy starczy nam wiary, by uchwycić się tych obietnic?
Czy będziemy mieć odwagę, by wbrew nadziei uwierzyć nadziei?
Czy wyruszymy, nie wiedząc nawet dokąd?
Mamy obietnice, mamy powołania,
nasza odpowiedzialność to, to by wierzyć,
by podnieść swój wzrok ponad otaczające na problemy, okoliczności,
ponad codzienność i realność,
by podnieść je ku górom,
by wejrzeć w to, co nadprzyrodzone,
pozwolić wrosnąć swoim marzeniom i pragnieniom w to, co ponadnaturalne.
To jest ciągła walka,
codzienne decyzje, by ufać, wierzyć,
kiedy wciąż czekasz i czekasz, i nic się nie zmienia.
A On pyta, czy pójdziesz ze mną jeszcze jedną milę?
Czy będziesz mi ufać, jeśli dziś jeszcze to się nie zmieni?
Czy Twoje serce będzie wciąż pełne wiary i oczekiwania na moje działanie.
Czy będziesz wierzyć, że On unosi się nad chaosem i ciemnością w Twoim życiu?
Że pewnego dnia tchnie i stanie się światło?
Odrzućmy dziś zniechęcenie, narzekanie,
nie przyjmujmy żadnej myśli, która jest mniejsza niż Jego obietnice dla nas.
Przez wiarę i cierpliwość odziedziczymy naszą ziemię obiecaną.

Piosenka do posłuchania :)

http://www.youtube.com/watch?v=77cwl530Ngg&list=RD9FHbT40exk0

wtorek, 10 września 2013

"Straż przed ustami"- do poczytania

Bardzo wartościowy artykuł:

http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/210-stra%C5%BC-przed-ustami

sobota, 31 sierpnia 2013

Żyję i mam się dobrze :)

Dawno nic nie pisałam, tak jakoś wyszło.
Trochę zabiegania, jeszcze w trakcie sesji zaczęłam nową pracę, ale o tym zaraz.
Poza tym nie chciałam pisać tak z czapy.

Tak mi się wydaje, że mimowolnie i podświadomie ludzie piszący blogi trochę się retuszują.
Chodzi mi o takie osobiste blogi, gdzie piszą tak o sobie i od siebie.
Myślę, że nie wynika to wcale z chęci przekłamania rzeczywistości, często może po prostu chcą zachęcać, budować, a nie zniechęcać.
Z drugiej strony to przecież prawda niesie wolność.
Dlatego czasem wolę nie pisać nic.
No niestety obawiam się, że nie zawsze mój obraz rysujący się na podstawie tego bloga jest w 100% zgodny z rzeczywistością...

Ale przejdźmy do konkretów.
Mam nową pracę, mam super szefa, czuję, że zaczyna się jakiś nowy etap w moim życiu.

W sumie do tej firmy trafiłam w stylu "do trzech razy sztuka".
Już dwa razy wysyłałam tam papiery, za każdym razem się odzywali, ale raz przez już przez telefon wyszło, że nie o to mi chodzi, drugi raz byłam na rozmowie, ale i to nie było to.
Tym razem szukali praktykanta  w innym rodzaju; od razu wiadomo było, że będę tam mieć kontakt z niemieckim :)
No więc za rozmową koleżanki- dzięki Julia :), postanowiłam wysłać tam cv po raz trzeci.
Tym razem szef najpierw postanowił zweryfikować, czy rzeczywiście "szprecham", więc miałam po pierwsze niepodziewany, całkowicie niezapowiedziany telefon z Drezna. Z racji, że po głosie myślałam, że dzwoni moja koleżanka, która wraz z moim Przyjacielem, a jej mężem przeprowadziła się kilka dni wcześniej do Niemiec, było śmiesznie :)

Suma sumarum wylądowałam w tej kameralnej firmie :)
Po moich różnych doświadczeniach zawodowych niesamowitą Bożą łaską jest mieć tak wyrozumiałego, pomocnego, zachęcającego, motywującego szefa; który notabene Boga traktuje bardziej poważnie niż większość Polaków Katolików...
Na początku byłam trochę przerażona, że nie ogarnę tego wszystkiego, że nie dam rady itd., standardowe kity, które wciska nam diabeł, a które niestety zbyt często łykam.
Dziś po 2,5 miesiącach widzę, że rozwijam skrzydła, dzięki Bożej pomocy i wsparciu szefa.
A więc zostaję w tej firmie.
Mój szef i ta praca są tak elastyczni, że pogodzę to z moimi dziennymi studiami.
Nie miałam pojęcia, że istnieją takie prace, tacy ludzie...
Wciąż nie wierzę i nie ogarniam, jak to Bóg to zorganizował.
Jak wiedział, że moja poprzednia praca się skończy, jak wszystko przygotował tak, że praktycznie nie miałam dnia przerwy.
Ponadto coś co miało być wakacyjną praktyką, przerodziło się w stało współpracę, a docelowo mogę mieć tzw. etat, jeśli zechcę.
Tak właściwie, gdyby mi zależało, już na tym etacie dostałabym umowę o pracę w niepełnym wymiarze etatu.
To wszystko w świecie bezrobocia, śmieciowych umów.
Jak tak o tym myślę, dostałam od Boga pracę skrojoną na miarę.
Tak o po prostu.
Czuję, że zaczyna się dobry okres w moim życiu :)

Chciałam podzielić się z Wami jeszcze świadectwem o tym, że prawdziwie wszystkie włosy na naszej głowie są policzone i że Bóg strzeże nas na każdym kroku. 
Pewnego ranka, gdy jechałam rowerem do pracy, na dużym skrzyżowaniu wepchnął mi się tuż przed nosem wielki turystyczny autobus. Rezultat był taki, że prawie mnie zgniótł, bo taki jest tak układ skrzyżowania. Gdy z siadłam z roweru, rozpłakałam się, ponieważ zdałam sobie sprawę, że gdyby nie Boża ochrona, mogłoby być nieciekawie. Gdy o tym myślę, jestem tak wdzięczna Bogu, że żyję
Notabene dzień wcześniej odwiedziłam w szpitalu koleżankę, modliłyśmy się razem, a ona modliła się m.in o moją ochronę!


Poza tym widzę jakieś ożywienie na rynku korepetycji.
Obawiam się, że muszę zacząć domawiać, bo nie ogarnę tego wszystkiego...
Generalnie wyglądana to, że błogosławieństwo wali drzwiami i oknami :P

Poza tym szukam głębi, bo czuję, że to jeszcze nie jest to.
Mam dość ślizgania się po powierzchni.
Chcę, by prawdziwie Chrystus był rzeczywistością w moim życiu.
Nie chcę tylko emocji i pustych słów, stawka jest zbyt duża, a On jest zbyt wspaniały.
Jestem mu wdzięczna, że On tak kocha, tak szuka, tak woła,
że jest Bogiem zazdrosnym,
że będzie zagradzał nam drogi, które mogłyby odwieźć nas od Niego.
On wie, że kochamy Go w głębi naszych serc,
On wie, jak słaba jest nasza miłość,
tak bardzo chce uczyć nas kochać siebie,

tak bardzo chce pomóc nam iść za Nim.

Życzę Wam, by Bóg rozbijał w Waszym życiu to wszystko, co nie jest z Niego,
pozwólcie Mu potrząsnąć pudełkiem swoich wyobrażeń.


Przy okazji polecam portal "Należeć do Jezusa":

http://nalezecdojezusa.pl/

np. artykuł  "Pop-chrześcijaństwo"
http://nalezecdojezusa.pl/index.php/component/k2/item/204-pop-chrze%C5%9Bcija%C5%84stwo

niedziela, 30 czerwca 2013

Nawet włosy na Waszej głowie są policzone...

W poniedziałek miałyśmy z koleżankami tzw. babskie spotkanie.
Poniżej świadectwo, jak Bóg błyskawicznie odpowiedział na nasze modlitwy dotyczące prośby jednej z nas.
Jak dla mnie, cała ta historia była zachęcająca. Pokazuje, że Bóg troszczy się również o... nasze włosy :)
A na dodatek Bóg odpowiedział natychmiast.

"Na wczorajszym siostrzanym dziewczyny modliły się o to, żeby Pan pomógł mi rozczesać mojego kołtuna zwanego potocznie 'dredem'.
Dziś poszłam na modlitwę do kościoła. Jak się modlitwa skończyła przesiadłam się na inne krzesło koło jednego brata, bo chciałam coś doczytać z jego Biblii. Po chwili podchodzi do mnie jedna siostra z Ukrainy i mówi, że coś gorzej ostatnio wyglądam, nie czeszę się. Ja jej mówię, że mam kołtuna. Jak się okazało Pan jej powiedział jak była w domu, że ma wstać i jechać na modlitwę do kościoła, (a miała nie jechać bo była przeziębiona i pada deszcz, i mieszka poza Wrocławiem. Musiała jechać pociągiem, potem tramwajem i jeszcze kawałek przejść), że jest siostra, która siedzi na środku w kościele i trzeba rozczesać jej włosy.
Nie mogłam w to uwierzyć jak mi to powiedziała.
Okazało się, że jak policzyłyśmy krzesła od prawa do lewa i od przodu do tyłu to siedziałam dokładnie w środku.
Ona miała ze sobą grzebień, i namaszczoną oliwę z Ukrainy, (o którą modliło się 5 tys. osób;), i namaściła mi włosy tą oliwą i prosiła Jezusa o pomoc, bo jak zobaczyła tego 'dreda,' to zwątpiła.
Pan dopomógł i udało się rozczesać w 2 godz.
Z rozczesanych włosów został kłębek włosów wielkości piłki do tenisa.
Tak więc chwała Panu, Bóg jest dobry i wie o wszystkich włosach na naszej głowie."
[skrócone i zamieszczone za zgodą Autorki]

niedziela, 23 czerwca 2013

Bitwa o umysł.

Ostatnimi czasy toczy się potężna bitwa o mój umysł,
albo jest to intensywniejsze niż wcześniej albo nie zwracałam na to uwagi.
Wydaje mi się jednak, że przyjęłam pewne myśli i one tak krok po kroczku się rozpanoszyły w moim umyśle.

Polecam książkę J.Meyer "Bitwa o umysł."
Kiedyś już ją czytałam, ale zdecydowanie muszę do niej wrócić.
Wiem, że w świecie chrześcijańskim były swego czasu kontrowersje wokół tej kobiety.
Ja uważam, że książka jest Boża i naprawdę genialna.

Mój umysł bombardowany jest ostatnio myślami o niepowodzeniu,
o tym, że nie wykonuję moich zadań właściwie,
o tym, że nie jestem taka jak powinnam itd.

Naprawdę dziesiątki myśli dziennie,
zamartwianie się,
wałkowanie wszystkiego...
Już pewien czas temu to zauważyłam i stwierdziłam, że się szybko wykończę w ten sposób.

W czwartek kolejny raz zaczęłam czytać wspomnianą książkę i stwierdziłam- O nie!!! Nie dam się w ten sposób załatwić!!!
Tu nie chodzi o pozytywne myślenie i wmawianie sobie czegoś,
tu chodzi o to, by przyjmować tylko te myśli, które są zgodne z Bożym słowem,
a Boże myśli o nas to myśli o pokoju, a nie o niedoli, pełne nadziei...
No cóż, moje ostatnio nie zawsze, a nawet często, takie nie były.

Przez wtorek i środę stresowałam się, że jak na razie dość banalne zadania, które dostałam na praktykach mi nie szły...
W czwartek wyszłam z egzzaminu naprawdę niezadowolona, spodziewając się go nie zdać.
W piątek okazało się, że wcale to, co robię nie jest do kitu,
a kilka godzin temu okazało się, że z tego egz dostałam 5 i najwięcej punktów na roku!!!

Myślę, że ta praca/praktyki, to będzie fajny czas.
No i wciąż nie mogę z tego, że oni mi płacą za te praktyki :)
I jeszcze tak to czasowo Bóg zgrał!
Może w wakacje nie poszaleję za bardzo,
nie pojadę w tym roku na obóz,
ale cieszę się na wolne weekendy, które będę mogła spędzać z moją paczką.
W ten weekend zrobiliśmy już mały wypad.

Zachęcam Was, walczcie o swoje umysły,
tak z wiele z przeszkód jest tylko w naszej głowie.
Nigdy nie widziałam tego tak jaskrawo.
Wiem, że przede mną długa drogą przemiany umysłu,
ale nie chcę już stać w miejscu i łykać tych wszystkich kłamstw!!!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Zamykasz jedne drzwi, a otwierasz inne.

Jedne rzeczy się kończą, inne zaczynają.

Moje dotychczasowe miejsce pracy dorywczej zostało zamknięte.
A raczej zawieszone, gdyż za kilka miesięcy planowana jest reaktywacja w innym miejscu i bogatszej formie.
Dla mnie jednak to rozdział zamknięty, póki co...
Już raz się z nim żegnałam, ale wyszło, że wróciłam.

Miejsce kształtowania charakteru,
miejsce, które bywało trudne i potrafiło zaleźć za skórę.
Miejsce, gdzie nawiązałam nowe relacje,
tudzież zacieśniłam stare.

Patrząc wstecz, myślę, że nie był to zmarnowany czas,
że był to jakiś etap na mojej drodze.

Ale już cieszę się na nowe :)
Nie jest to może w 100% to, co sobie wyobrażałam,
ale wierzę, że jest od Boga.

Oczywiście po zeszłorocznej przygodzie mam w głowie różne myśli,
skrajnie różne,
raz myślę, że się nie sprawdzę,
a za chwilę, że będzie beznadziejnie itd.

Uczę się im  nie dawać,
nie chcę, by mąciły moją radość z tego, co dał mi Bóg.
Wierzę, że będzie dobrze.
Choć niewątpliwie będzie to czas rozciągania.

Na razie przez okres wakacji będę odbywać tzw. praktyki, płatne :), w pewnej polsko-niemieckiej firmie.
Co potem, czas pokaże.

Jeśli Państwo Z. zaglądają na tego bloga- miałam niezłą hecę, gdy w celu sprawdzenia mojej rzeczywistej znajomości języka niemieckiego w piątkowe popołudnie zadzwoniła do mnie przemiła pani z centrali w DE o głosie łudząco podobnym do T., więc pierwsze chwile rozmowy były wesołe.
A jak się zorientowałam, jak się pomyliłam... to też było wesoło :)

Generalnie ta cała historia,
to, jak się wszystko płynnie układa,
przejście z jednego miejsca w drugie,
jak to się z grało z sesją ( w czasie której tak na marginesie mam naprawdę Boże błogosławieństwo i bez ściągania najlepsze wyniki :) ),
kolejny raz objawia mi Bożą wierność, dobroć, troskę.

No i znów przeżyłam to, że nasza sytuacja może nam się wydawać niefajna czy nawet beznadziejna,
a nie wiemy, co On przygotował dla nas tuż za rogiem.
Musimy zawsze trwać w ufności, w dziękczynieniu.
Nie tylko mówić, że ufamy,
że wierzymy,
ale tak postępować, myśleć,
do tego skłaniać nasze odczucia, emocje.
No i piszę to oczywiście przede wszystkim do siebie.
Bo to jest lekcja dla mnie z tej historii.

Już czekają w kolejce inne dziedziny, w których mogę ją zastosować :)

niedziela, 9 czerwca 2013

Mój Anioł Stróż

Pisałam o tym, że nie zawsze okoliczności się zmieniają,
że czasem to my się zmieniamy.
Z drugiej strony, czasem możemy za bardzo przyzwyczaić się do marnych okoliczności
i stracić nadzieję na zamianę.
Czyli po prostu przestajemy wierzyć, że Bóg coś zrobi, że ma dla nas coś lepszego,
nasze oczekiwania stają się mizerne, może na początku użalamy się nad sobą,
a potem to i nawet to przestajemy robić...

Mam taką jedną koleżankę, spotykam się z nią dość rzadko,
ale mimo to jest między nami jakaś szczególna więź.
Przyznam szczerze, że gdy tak sobie wcisnę tą miernotę,
to boję się z nią spotkać,
bo jej sposób pojmowania Boga,
jej wiara jest dla mnie zawsze wyzwaniem.

Może niektórzy nie do końca rozumieją jej sposób pojmowania Boga,
ja tam uważam, że jej podejście jest niesamowite.

Jestem wdzięczna Bogu, że postawił ją na mojej drodze,
choć różnimy się dość mocno od siebie,
ona pokazuje mi, że warto marzyć,
że warto mieć wielkie wizje,
że nie warto się poddawać.


Jakaś cześć mnie wolałaby nie mieć takich wyzwań,
ale wiem, że to budzi mnie do życia,
do celów, planów, do tego, co przygotował dla mnie Bóg.


Dziękuję J. :)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Okoliczności nie zawsze się zmieniają, czasem to my musimy się zmienić.

Chwilami mam wrażenie, że dzieje się sporo,
innym razem, że wszystko stoi w miejscu,
a raczej ja stoję w miejscu.

U ludzi w około mnie zmieniają się sytuacje życiowe,
miejsca zamieszkania,
Ci, którzy od lat byli moimi "sąsiadami", przeprowadzają się w krótkim czasie hen daleko do innego kraju.

A jak wyglądam zmian i wciąż ich nie widzę.
A może niektórych już przestałam wyglądać?

Może to jest rzeczywiście tak, że niektóre dziedziny naszego życia się nie zmienią,
ale zmienimy się my, oby na dobre...

Kiedyś rozmawiałam z koleżanką a propos pewnego słowa.
Dla mnie było jasne jak słońce, że zmienią się okoliczności, nie ja.
Nie rozumiałam totalnie, gdy mówiono mi, że to, co się zmieni, to niekoniecznie muszą być okoliczności.

Powoli zaczyna do mnie docierać, że czasem przez okoliczności Bóg zmienia nas,
że czasem mówi nam o zmianach i to wcale nie oznacza zmiany okoliczności.

Ok, pewne rzeczy się zmienią.
Ale może niektóre na gorsze,
a inne może nie zmienią się wcale.

Ale jeśli się poddamy Bogu,
"trudne okoliczności" itp. przestaną nam przeszkadzać.

Nie każdy się zgodzi ze mną,
jest tyle teorii,
tyle mądrych głów...

Nie piszę ostatnio, bo sama się w tym wszystkim gubię.

Tak wiele nie rozumiem z tego, o co Bogu chodzi,
co On robi w moim życiu.
Mam nadzieję, że w miarę wychodzi mi współpraca z Nim.

On współdziała we wszystkim ku dobremu z tym, którzy Go miłują.

Co wcale nie oznacza, że wszystko obróci w dobro,
a już niekoniecznie dobro wg naszej definicji.

Powoli zaczynam ogarniać o co chodzi w tym,
że wcale nie musi być lekko na drodze z Bogiem,
że może nigdy nie będzie.

Uczę się patrzeć na Niego.
Nie chcę już skupiać się na tym, czego nie mam,
na tym, co jest nie tak jak sobie wyobrażałam.
Może czasem lepiej nie pytasz, czemu na to pozwalasz,
czemu nie dałeś mi tego i owego.

Nie zawsze ma to najlepsze skutki,
widzę to ostatnio po sobie.
Nie wszystkie zmiany, które obserwuję ostatnio w sobie, zmierzają w dobrym kierunku.

Trudne okoliczności sprawiają, że albo stajemy się coraz mięksi,
coraz bardziej ufający Bogu, coraz radośniejszy albo twardzi i zgorzkniali.

Nie chciałabym skończyć w tej drugiej kategorii.

Dlatego modlę się,
daj mi serce pełne wdzięczności,
oczy, które zawsze patrzą ku Tobie,
chce radować się w Tobie niezależnie od okoliczności.
Nie chcę narzekać, chcę ufać.

Chcę czekać, aż pewnego dnia powstaniesz w moim życiu,
przemienisz to, co uznasz za stosowne,
a pozostałe kwestie przemienią mnie,
chcę być bardziej podobna do Ciebie.


A tak ze spraw bardzo przyziemnych,
postanowiłam zakończyć karierę złotowłosej blondynki
i wrócić do mniej-więcej mojego odgórnie zaprojektowanego kolorku :)
(aktualnego zdjęcia brak :) )

piątek, 17 maja 2013

Pokonać własne ograniczenia... w myśleniu

Pamiętam moje pierwsze zajęcia z przedmiotu o nazwie "praktyki w gimnazjum".
Co prawda, była to tylko obserwacja lekcji, ale wyszliśmy przerażeni.
Na dodatek okazało się, że tydzień później prowadzę w duecie z koleżanką lekcję...

Czułam, że mnie to totalnie przerasta.
Byłam tak przerażona, że po przyjściu do domu się rozpłakałam i oznajmiłam, że chyba rzucę te studia.

Jak ja z moi  charakterem mam temu podołać?!
Poszłam pobiegać, trochę się uspokoiłam.
Potem prowadziłam jeszcze dwie lekcje w duecie.
A dziś nadszedł ten wielki dzień, kiedy to miałam stanąć oko w oko z gimnazjalistami SAMA!!!

Nie było idealnie, połowa klasy miała w głębokim poważaniu moje wysiłki.
Ale jak ktoś ma lenia i nie chce się uczyć, prawie nie da się do zmusić.
Można go motywować itd., ale czasem stajesz na rzęsach i nic...

Dla mnie najważniejsze jest to, że dałam radę i wcale nie było strasznie.
Nie czułam się źle, nie bałam się.
Wiadomo, można poprawić kilka rzeczy, ale zrobiłam to!!!

Kolejny raz mogę zobaczyć, jak wiele ograniczeń jest w naszej głowie.
Jak wiele z nich to kłamstwa diabelskie, służące do tego, by nas zatrzymać, stłamsić.

Dziś mogę się uśmiechać, bo z Bogiem pokonałam mojego Goliata :)

niedziela, 28 kwietnia 2013

Koncert NLM we Wrocławiu!!!


http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,and-8222;zakazana-kapelaand-8221;-wystapi-na-wyspie-slodowej,wia5-3267-15850.html





Zachęcam wszystkich, zwłaszcza młodych, by zaprosili na ten koncert swoich znajomych.
Jak ktoś jest ciekawy, co to za zespół, można poszperać w sieci.

Jakieś półtora roku temu byłam na spotkaniu m.in. z Davidem Piercem,
czytałam kiedyś jego dwie książki,
inspiruje, rzuca wyzwanie, konfrontuje,
głosi żywego Jezusa Chrystusa, bez kompromisów.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Zatańczyliśmy- Jezus zmartwychstał!!!

A tak to dziś wyglądało...

Mimo chłodu i zimowej pogody zatańczyliśmy na chwałę Jezusa Chrystusa!!!
3 razy tańcem ogłosiliśmy na wrocławskim rynku Jego Zmartwychwstanie!!!

http://www.wroclaw.gosc.pl/doc/1506909.Zatanczyli-Zmartwychwstalemu

sobota, 30 marca 2013

Modlitwy parkowo-biegowe :)

Każda prosta, zwykła rzecz,
codzienna czynność może stać się przygodą z Nim.
Trzeba tylko zdobyć się na odrobinę odwagi.

Nigdy nie mów, że coś jest zbyt prozaiczną i przyziemną czynnością,
by On nie mógł być prze tym,
jeśli zechcesz, jeśli Mu pozwolisz,
On może użyć wszystkiego, by mówić do Ciebie,
również wtedy, gdy się tego nie spodziewasz :)

Dziś wychodziłam biegać i tak sobie westchnęłam,
że jakieś suche to moje chrześcijaństwo,
takie święta, a ja nie potrafię jakoś tego głębiej przeżyć.

Znudzona i zmęczona jestem komercją,
i wiem, że nie o to w tym chodzi,
no ale...

A tu miałam niespodziankę w parku :)

Tak sobie biegnę i nagle zatrzymała mnie jakaś Pani,
z pytaniem, czy tam dalej jest bardzo mokro,
porozmawiałyśmy przez mgnienie oka,
Pani westchnęła, że w takim razie nie będzie pchać się w to bagnisko,
a o jego rozmiarze dobitnie mówiły moje ubłocone buty...
Po czym ona poszła w swoją stronę, a ja pobiegłam w swoją....

No i tak ubiegłam kawałeczek i myślę, ale ja jestem!!!
Przecież mogłam spytać tą Panią,
czy przypadkiem nie chce, by się o nią pomodlić.

Jezus Chrystus zmartwychwstał,
żyje i uzdrawia,
tu i teraz,
no i o tym są te Święta?!?!?!
Helołł!!!!

No ale nie chciałam się wracać,
poza tym tłumaczyłam sobie, czemu to nie był do końca dobry pomysł,
jednocześnie powiedziałam Bogu:
"Ok, jeśli spotkam jeszcze tą Panią w parku zagadam do niej."

Oczywiście za kilka chwil ujrzałam ją w oddali,
jak powoli zmierza w moją stronę,
uśmiechnęłam się i powiedziałam- ok.

Pani bardzo ochoczo zgodziła się, by się pomodlić i to RAZEM :)
Okazała się bardzo "kumata" w tych sprawach,
w sensie wierząca praktykująca, jak to się mówi.

Dodatkowo Bóg użył jej, by zachęcić mnie w pewnej kwestii,
w jakiej wzdychałam od pewnego czasu do Niego,
potwierdził, co już kiedyś powiedział i w ogóle :)

Po czym stanęłyśmy sobie na środku parkowej ścieżki,
ja tzw. wolna chrześcijanka, ona katoliczka,
położyłam na nią rękę,
ona złapała mnie za drugą.

Mogłyśmy skupić się na Tym, który nas łączy,
nie na tym, co nas dzieli.
Były modlitwy prosto z serca,
dotykające do głębi,
były łzy wzruszenia,
był pokój,
była radość.

Wiem, że to nie był przypadek,
ja doskonale wiem, to to wszystko tak poukładał.
I bardzo jestem Ci Tato za to wdzięczna,
naprawdę bardzo miła niespodzianka.


Tylko tak się ostatnio zastanawiam,
czemu muszą być te podziały,
na katolików i tych dziwnych.
Tydzień temu i dziś w Wysokich Obcasach ukazały się ciekawe artykuły,
poglądy w większości punktów jak moje.

Czy muszą się nazywać "katolickie"?
Przecież jesteśmy chrześcijanami,
i oni i my.
Przecież w tym wszystkim chodzi o Chrystusa!

Jednocześnie całe moje serce się raduje,
że moi bracia i siostry, choć niby z innego kościoła,
maja odwagę i mówią otwarcie o swoich poglądach,
o tym w Kogo i jak wierzą,
mówią, choć to takie niemodne, przestarzałe itd.

Tak trzymać!!!
Błogosławię Was w imieniu NASZEGO Pana Jezusa Chrystusa :)
Dajcie się Mu zaskoczyć w te święta.

Ja czekam na kolejny odcinek moich parkowo-biegowych modlitw :)
Ten był drugi, o pierwszym chyba kiedyś pisałam.